Ja zdecydowanie preferuję albumy. Aczkolwiek cena jest tu dużą niedogodnością. Niemniej - za wygląd i trwałość trzeba odrobinę więcej zapłacić. Chociaż przyznaję, że niezwykłym sentymentem darzę np. "Sailor Moon" w wersji zeszytowej

.
Galathar napisał(a):No bo kurcze albumy co by nie mówić i jak by nie patrzeć jednak mają w sobie coś takiego kolekcjonerskiego.
Jasne, że tak. Jak wypuścili kolekcjonerską wersję "Melindy" to nie wybrzydzałam, tylko grzecznie wyciągnęłam portfel i zamówiłam. Mając świadomość, że to tylko 500 egzemplarzy i że właśnie daję się wciągnąć w potworną machinę zwaną "kolekcjonowaniem za zbyt duże pieniądze", ale pokusa była silniejsza ode mnie

.
Ale u siebie też to zauważam - zaczynam bardziej doceniać albumy - tu wiem, że ktoś się przyłożył, przemyślał, że nie jest to "produkcja seryjna".
O to właśnie chodzi - albumy sprawiają wrażenie zdecydowanie bardziej dopracowanych.
Tyle, że krótkie zeszytowe historyjki wciąż lubię, ale jako przerywnik, wypełniacz.
Jeśli kochasz komiksy, wiesz, że jedziesz 20 minut autobusem do domu - nie widzę powodu, dla którego nie miałbyś kupić sobie takiego zeszytu. Choćby właśnie po to, żeby umilić sobie codzienną czynność ulubioną rozrywką. Więc w tym punkcie także się z Tobą zgadzam.
W końcu do takich Garfieldów paskowych od czasu do czasu wracam i dalej mi się one podobają

Ja nawet gdzieś miałam paski Garfieldów wycinane z Wyborczej

.
"Lecz czemu jesteś samotny? I czemu nie zbiegło z Tobą całe piekło? Czyżby ból ich był mniejszy, mniej godny ucieczki? Lub mniej odporny jesteś niźli oni?"
Pamiętaj: każdy popełniony błąd ortograficzny zwiększa prawdopodobieństwo wiedźmofobii!