VII Tolk Folk A.D. 2005

Wszelkie informacje o konkursach, konwentach, spotkaniach itd.

Postprzez Misiekh » 12 lip 2005, 23:47

Niedźwiedzia relacja 8)

W niedzielę 3 lipca o godzinie szesnastego minut trzydzieści wsiadłem w Katowicach w pociąg do Opola. Tam spotkałem się z Bąkiem (mogą go znać np. członkowie ŚKF). Już to było złeee, bo mieszkam na codzień jakieś 2-3 kilometry od niego ;). Do Wrocławia dotarliśmy po 20.00 i spotkaliśmy ku naszemu zdziwieniu grupkę znajomych (pozdro dla Baśki, Achiki i Ewy-Kreski!!! 8) ). Pekaesem dotarliśmy do Bielawy. Część grupy wzięła bagażową taksówkę, a my - tzn. ja, Bączysko i Baśka popierniczaliśmy pieszo. Dotarliśmy jakoś między 23.00 a północą. W obozie było już kilka osób. Stwierdziwszy, że rozbijanie sowieckiego namiotu po ciemku to samobójstwo, zasiedliśmy do ogniska. Tego dnia zacząć się stopniowa goblinizacja TolkFolku :twisted: . Jakiś czas my pokojnie porozmawiać, po czym wyciągnąć z Bąkiem zapasy (czerwony kwadracik! :mrgreen: ). Więcej grzechów tego dnia ja nie pamiętać.

Kolejne dni upłynęły na rozmowach przy ognisku, graniu w erpegi, strzelaniu z łuku, rozmowach bez ogniska itd :). Pogoda niestety się popsuła, ogólnie cały pobyt minął pod znakiem deszczu. Na szczęście nie przeszkodziło to w zabawie :).
LARP zaczął się pechowo, mianowicie w chwili jego rozpoczęcia zaczęła się ulewa. Okazało się jednak, że tolkienistów byle deszczyk nie przestraszy, a Manwe może się z takim siąpieniem wypchać :lol: LARP zaczął się wieczorem i trwał do późnej nocy.

Już na początku mojego pobytu pojawił się pewien pomysł, który potem został zrealizowany. Mianowicie w sobotę, 0 lipca, pochód ok. 30-40 wariatów w płaszczach, kapturach itp, z tarczami, deskami i innymi drewnianymi przedmiotami w rękach, ruszył do miasta śpiewając znaną pieśń "Pie Jesu domine dona eis requiem" i waląc głowami w w/w przedmioty (przypomnijcie sobie taką scenę w "Monty Python i Święty Graal"). Ludzie się jakoś dziwnie patrzyli 8)

Tego dnia w parku odbywały się główne imprezy. Niestety, po raz kolejny Manwe pokazał upierdliwość. Zaczęła się ulewa. Wszyscy schroniliśmy się pod sceną. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkunastu minutach zeszli do nas Fauns, którzy własnie mieli grać, i zaczęli "undergroundowy" koncert. Zagrawszy parę piosenek, poszli znowu na górę. Wryliśmy się w parę osób na scenę i słuchaliśmy ich siedząc z tyłu sceny 8)

Po koncercie Faunsów odbył się turniej łuczniczy. Pierwszy strzał miałem dobry, drugi zdecydowanie słabszy. Gratulacje dla Pele, która okazała się zwyciężczycnią :). W tym czasie Bąk kupił mi i sobie dema Faunsów i wysępił ich autografy. W tej chwili te płytki chyba zalegają w którejś z moich toreb i rano będę je wygrzebywał 8)

Po konkursie odbył się koncert Gandalfa, ale na nim nie byłem. Potem natomiast miała miejsce inscenizacja Bitwy Pięciu Armii. Wyszła moim zdaniem świetnie. Szkoda tylko, że popełniłem pewien błąd. Grałem mianowicie najpierw żołnierza Esgaroth, który ginie na początku bitwy, potem szybko leciałem za dekorację, przebierałem się w zwierzęce skóry i wchodziłem pod koniec jako Beorn. Niestety, nie mając wcześniej prób (rolę dostałem prawie w ostatniej chwili), wyszedłem za wcześnie. Gdy się zorientowałem, szybko uciekłem za dekoracje. Na szczęście drugie wyjście było już we właściwej chwili. Nawiasem mówiąc w tych futrach było strasznie gorąco 8) . Po powrocie (busem) do obozu posiedziałem jeszcze trochę (2 piwka) i poszedłem w kimę. Byłem strasznie zmęczony.

Rano wstałem tuż przed rozpoczęciem drugiej części LARPa. Narzuciłem szybko strój i pobiegłem grać. LARP ogólnie rzecz biorąc był świetny, mimo zmęczenia i dusznej pogody nawet nie przyszło mi do głowy by zrobić sobie przerwę w grze. Szkoda tylko, że nie udało się go dograć do końca, bo znowu zaczęło padać. Mam nadzieję, że ROTN opiszą gdzieś wszystkie kruczki fabularne :). W każdym bądź razie to było to co lubię - skomplikowana, zaplątana fabuła :).

Po LARPie ludzie zaczęli się powoli wykruszać i do poniedziałku zostało nas jakieś 20 osób.
W poniedziałek późnym wieczorem spłonęło Minas Tirith - konkretnie podpaliliśmy za pomocą rozpałki grillowej Białe Drzewo, które ROTN ustawili wcześniej w pobliżu swoich namiotów. Uruk-hai śpiewali przy tym gromko:

Ach jak gorąco!
Południa Kraju płoń!
Na placu białe słońce!
To drzewa właśnie zgon!

Hej!

Płoń Minas Tirith! Płoń Minas Tirith! Płoń Minas Tirith! PŁOŃ!
Płoń Minas Tirith! Płoń Minas Tirith! Płoń Minas Tirith! PŁOŃ!

Następnie Drzewo zostało powalone :twisted: .

Noc z poniedziałku na wtorek przegadałem ze Smoczycą, Aragornem, Randirem, Bąkiem i Ewą-Kreską. Wtorek to najpierw lenistwo w upale, a potem szybkie pakowanie i zwijanie namiotu. Taksówką wraz z Randirem, Aragornem i Bąkiem pojechaliśmy na PKS, PKSem do Wrocławia i z Wrocławia pociągiem do Katowic (okazało się, że Aragorn ma z nami po drodze wracając do Łodzi :lol: ). W pociągu wziąłem sobie ostatnią pamiątkę - nalepkę "Manometr cylindra hamulcowego", którą przed chwilą przykleiłem na ścianie.

Podsumowując - ten TolkFolk był po prostu genialny! Za rok spodziewajcie się mnie na 174%!! (no chyba że mnie mumakil potrąci)

Wielkie brawa i podziękowania dla Elka.
I oczywiście też dla Braka, który pełnił rolę kierownika obozu 8)

PS. Aha, byłbym zapomniał - odkupiłem od Czechów jeden z ich śpiewników - "Pisne ze Stredozeme" 8) Nie mogłem się powstrzymać :)
Avatar użytkownika
Misiekh
 
Posty: 2289
Dołączył: 20 kwi 2004, 15:25
Lokalizacja: Wawa

Poprzednia strona

Powrót do Ogłoszenia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 maja 2019, 00:09 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA | Forum: PHPBB
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka

cron