Galathar napisał(a):Daj spokój z plugawym Holmesem, który choć sam w sobie filmem jest pewnie dobrym, o czym Kris wspominał, ale w ten sposób zmieniać tę postać, to tak jakby z Kuby Rozpruwacza robić Robin Hooda.
Że film jest dobry, wspominałem. Ale wypada mi obronić decyzji reżysera i scenarzystów aby "przerobić" tę postać.
Po pierwsze, jest to przeróbka absolutnie wiarygodna i bardzo ciekawie przygotowana. Nie trudno uwierzyć mi było w takiego Holmesa, który jest geniuszem, ale przy tym ma masę swoich wad i przywar które dodają mu zarówno uroku, jak i głębi.
Po drugie, nie widzę nic złego w "reworkingach" znanych postaci z literatury i kultury. Weźmy takiego Króla Artura - film z 2004 może i nie jest wybitny, ale nie można odmówić mu ciekawego (choć absolutnie nie nowego ani innowacyjnego, przynajmniej poza filmem) przedstawienia tej postaci. Wiadomo, że zdarzały się też nieudane obrazy (Beowulf z Christopherem Lambertem jest ponoć dość żałosny; nowy wizerunek Jamesa Bonda jest również wg mnie porażką), ale Sherlock Holmes się do nich nie zalicza.
Po trzecie, robienie nowego filmu o tej samej postaci, o której powstało już od groma filmów telewizyjnych i to na przestrzeni większości XX wieku, mijałoby się według mnie z celem.
A po czwarte w końcu, odwołując się do Kuby Rozpruwacza - postać ta byłaby dla mnie tak samo wiarygodna (pod warunkiem dobrze opracowanego scenariusza i samej postaci) jako uczony doktor, opętany przez demona szaleniec, fanatyk religijny, "zwykły" człowiek szukający rozgłosu, lub też biedny rzeźnik który liczył na to że zabijając prostytutki uda mu się je okraść. Ta sama postać osadzona w roku 2035 w Nowym Jorku, lub też w post-apokaliptycznej przyszłości typu Fallout również świetnie by działała.
Muszę więc zapytać, skąd twoje krytyczne podejście do przedstawienia Wielkiego Detektywa w nowym filmie Guya Ritchiego, Gal?

