Wojenko wojenko cóżeś ty za pani ;) - o lokalnych zatargach

Rzekł wówczas Zebulon do Horacego Apostoła: "Wiedza jest darem Wszechstwórcy, zatem czcząc wiedzę czcisz Wszechstwórcę. On jest bowiem wiedzą prawdziwą."

Wojenko wojenko cóżeś ty za pani ;) - o lokalnych zatargach

Postprzez Misiekh » 15 gru 2005, 23:40

Mam kilka zagwozdek co do małych, sąsiedzkich wojen w GSach.

Założmy, że hrabia Jonathan Woodrow Hawkwood postanowił z jakiegoś powodu rozpocząć wojnę z baronem Basharem ibn Omarem al-Malikiem. Obaj panowie mają lenna na tej samej planecie, więc nie ma problemów z transportem.

Hrabia zebrał wojska, zbombardował największe miasto we włościach barona i ruszył do walki.

I tu się pojawia parę problemów:
Czy wogóle miał prawo rozpocząć ot tak sobie wojnę?
Czy musiał np. najpierw poprosić o zezwolenie głowę swego rodu?
A może potrzebował jeszcze zezwolenia rodu władającego planetą (np. wojenka toczy się na Aragonii, więc może nasz hrabia musi poprosić o zgodę Hazatów?)?
Czy, a jeśli tak to w jakich sytuacjach do takich wojenek wtrącają się główne siły rodu?
Czy atak może pociągnąć za sobą jakieś nieprzyjemne konsekwencje ze strony cesarskiej administracji?
Co należy zrobić, by zajęcie przez zwycięskiego hrabiego okręgu przemysłowego należącego do niedawna do barona zostało uznane przez resztę szlachty? Czy wystarczy zgoda barona na pokój, czy może nasz hrabia musi się jeszcze ubiegać o zgodę seniorów barona?
Avatar użytkownika
Misiekh
 
Posty: 2289
Dołączył: 20 kwi 2004, 15:25
Lokalizacja: Wawa

Re: Wojenko wojenko cóżeś ty za pani ;) - o lokalnych zatarg

Postprzez Balduran De'Arnise » 16 gru 2005, 09:11

Misiekh napisał(a):Czy wogóle miał prawo rozpocząć ot tak sobie wojnę?

NA PEWNO NIE!
Wyobraź sobie - znudzony markiz wypowiada wojnę sąsiadowi i w efekcie wywołuje wojnę dwóch rodów.
Czy musiał np. najpierw poprosić o zezwolenie głowę swego rodu?

100% pewnoście że tak, zresztą, musi być jakaś kontrola.
A może potrzebował jeszcze zezwolenia rodu władającego planetą (np. wojenka toczy się na Aragonii, więc może nasz hrabia musi poprosić o zgodę Hazatów?)?

Tu też raczej tak, w końcu Hazatowie mogliby się wkurzyć (a znając ich temperament tak by było) że jakichś dwóch kretynów robi im rozbój na planecie.
Druga sprawa- jeśli już tamte dwa rody ośmieliły się wytoczyć wielką armię przeciw sobie na Aragonii to Hazatowie NA PEWNO NIE SIEDZIELIBY Z ZAŁOŻONYMI RĘKOMA tylko wkurzyli się na nich i sprawili im łomot.
Czy, a jeśli tak to w jakich sytuacjach do takich wojenek wtrącają się główne siły rodu?
Czy atak może pociągnąć za sobą jakieś nieprzyjemne konsekwencje ze strony cesarskiej administracji?

Nie no bez żartów :)
Przecież nie wytacza się całej floty i/lub armii do wsparcia dwóch płotek, prawda? :D
A co do Cesarza, wydaje mi się że raczej średnio by go to interesowało.
No chyba że nasi dwaj panowie baronowie zaczęliby niszczyć planety, atakować te cesarskie i gasić słońca :lol:

Co należy zrobić, by zajęcie przez zwycięskiego hrabiego okręgu przemysłowego należącego do niedawna do barona zostało uznane przez resztę szlachty? Czy wystarczy zgoda barona na pokój, czy może nasz hrabia musi się jeszcze ubiegać o zgodę seniorów barona?

Chmm... Tu już głębsza sprawa, mimo że to prawie żę walka płotek to jednak niezależnie od tego przegrany ród może się wkurzyć że zagrabiono jego terytoria, tym bardziej że to ten hrabia zaatakował...
Tak czy siak, z takimi rzeczami lepiej uważać bo mamy efekt motyla - małe g****nko powoduje wieeeelkie kłopoty :D

ale, to tylko moje spaczone zdanie :D

PS.
No ludzie, piszcie tu coś poza nami dwoma :x
Dołącz do kultystów Zła!

[url=http://www.baldurandearnise.deviantart.com]Am i deviant?[/url]
Avatar użytkownika
Balduran De'Arnise
 
Posty: 1518
Dołączył: 28 sty 2005, 15:52
Lokalizacja: Forteca Żalu

Postprzez Misiekh » 20 gru 2005, 11:34

NA PEWNO NIE!
Wyobraź sobie - znudzony markiz wypowiada wojnę sąsiadowi i w efekcie wywołuje wojnę dwóch rodów.

Z nudów to raczej wojen się nie rozpoczyna. Ale markiz chcący się wzbogacić o jakiś cenny obiekt (fabrykę, stocznię, kopalnię) jak najbardziej.
Tylko że taka wojna to w jego wersji "sprawiedliwe odebranie posiadłości należących dawniej do rodu i bezprawnie zagrabionych przez przodków barona X" ;).

Rozpoczęcie wojny poprzedzać powinno systematyczne osłabianie pozycji przeciwnika w jego własnym rodzie, by krewni go w czasie wojny nie wsparli. Może też przyszły agresor obiecać szychom rodu przeciwnika jakieś korzyści, np. pieniądze, wsparcie w jakimś sporze, pierwszeństwo przy kontraktach np. na broń, odbudowę itd. No i może oczywiście zagwarantować pozbycie się nielubianego barona. Jeśli głowa rodu, do którego należy tenże baron, nie chce tracić kontroli nad ważnymi obiektami, to nasz wojowniczy markiz obieca złożenie hołdu ze zdobytych na baronie ziem. W ten sposób, choć zmieni się bezpośredni zarządca np. stoczni, dla rodowych szych nic się nie zmieni.

Nie no bez żartów :)
Przecież nie wytacza się całej floty i/lub armii do wsparcia dwóch płotek, prawda? :D

Chyba że w grę wchodzą jakieś korzyści. Np. pokonując jedną z tych płotek, zdobywa się kontrolę nad ważną przełęczą w górach czy cuś w tym guście. Ewentualnie może chodzić o rozgrywki na wyższych szczeblach między dwoma rodami, gdzie mała wojenka jest próbą sił przed większą konfrontacją albo demonstracją, że mimo porażki w poprzednim starciu ród ciągle ma siłę. Albo po prostu zaatakowany baron jest synek ukochanej siostrzenicy księcia ;).
Powodów, dla których rody miałyby się włączyć w walkę płotek może być mnóstwo, zależnie od konkretnej sytuacji.
Avatar użytkownika
Misiekh
 
Posty: 2289
Dołączył: 20 kwi 2004, 15:25
Lokalizacja: Wawa

Postprzez Gnom » 28 gru 2005, 13:03

Misiekh napisał(a):Ale markiz chcący się wzbogacić o jakiś cenny obiekt (fabrykę, stocznię, kopalnię) jak najbardziej.
Tylko że taka wojna to w jego wersji "sprawiedliwe odebranie posiadłości należących dawniej do rodu i bezprawnie zagrabionych przez przodków barona X" ;).


Ha! Jasne że nie wymaga się inteligencji od wysoko urodzonych, ale ktoś władający pewnymi ziemiami na planecie/planetach, nie zaatakuje sobie od tak bo spodobała mu sie ta planeta albo brakło mu gazu do zapalniczek. :) Zaatakowanie nawet pomniejszego szlachcica innego rodu zawsze wiąże się z konsekwencjami. Na pewno puktem numer 1. jest odwet, o reszcie nie wspominając. Atakujący musi liczyć się ze wszystkim - między innymi z tym czy sięgając po cudzą... o przepraszam... własną kopalnię, nie straci wszystkiego - włącznie z życiem. Jeśli cesarz ma w tej kopalni jakiś udział lub szerszy plan - taki wybryk zaowocuje przysłowiowymi "betonowymi butami".

Reszta rodu nie włączy się do walki o sprawę tak bezsensowną jak jedna mała kopalnia - pomijając że wyszłaby na totalnych idiotów, to w razie przegranej wyszłaby na jeszcze większych... ;) Coż z tego że na granicy bija się dzieci - głowy rodów mają wazniejsze sprawy na głowie niż zabawa. Jakby nie było: "Wojna motorem postępu,"a jeszcze trzeba dbać o obrót gotówki. Pozatym to dobrze że te dzieci mają jakieś zajęcie... Kto wie? Może gdyby im się nudziło - zachciałoby się sięgać po władzę na wyższych szczeblach? :)

Pozdrawiam,
Gnom
There is no happiness without slavery. Slavery is the key to happiness.
Obrazek
Avatar użytkownika
Gnom
 
Posty: 302
Dołączył: 17 lut 2005, 08:43
Lokalizacja: Sosnowiec

Postprzez Misiekh » 4 kwi 2006, 18:14

Jeśli cesarz ma w tej kopalni jakiś udział lub szerszy plan - taki wybryk zaowocuje przysłowiowymi "betonowymi butami".

Tylko że cysorz nie jest wszechmogący. Jest w znacznym stopniu uzależniony od stosunku sił w "Trójnogu" (szlachta, Kościół i Liga). Raczej nie będzie miał chęci wplątać się w drobną wojenkę, na której może dużo stracić (poparcie, nie mówiąc już o pieniądzach ;) ), a zyskać praktycznie nic. Poza tym nie robi mu wielkiej różnicy, czy podatki z tytułu posiadania kopalni X płacą al-Malikowie, czy Hazaci ;).

No i może się okazać, że w danej sytuacji będzie mu na rękę, jeśli rody szlacheckie trochę się powyżynają między sobą :king:


Reszta rodu nie włączy się do walki o sprawę tak bezsensowną jak jedna mała kopalnia - pomijając że wyszłaby na totalnych idiotów, to w razie przegranej wyszłaby na jeszcze większych... Coż z tego że na granicy bija się dzieci - głowy rodów mają wazniejsze sprawy na głowie niż zabawa. Jakby nie było: "Wojna motorem postępu,"a jeszcze trzeba dbać o obrót gotówki. Pozatym to dobrze że te dzieci mają jakieś zajęcie... Kto wie? Może gdyby im się nudziło - zachciałoby się sięgać po władzę na wyższych szczeblach?

Tu wszystko zależy od tego, jak wygląda sprawa hołdów lennych ;). Krótko mówiąc - czy baronet jest wasalem hrabiego dlatego, że posiadłości baroneta należą do dóbr shołdowanych hrabiemu, czy może na odwrót - baronet składa hołd hrabiemu niezależnie od tego, gdzie ma posiadłości, a wszystkie te posiadłości automatycznie stają się częścią ziem lennych hrabiego.

W tym drugim przypadku przejście ziemi z rąk baroneta A do rąk baroneta B spowodowałoby też uszczuplenie posiadłości hrabiego A na rzecz hrabiego B. W pierwszym przypadku nie miałoby to dla obu hrabiów żadnego znaczenia - po prostu baronet B po zajęciu danego kawałka terenu złożyłby z niego hołd hrabiemu A. Co prawda byłby wasalem dwóch seniorów, ale taka sytuacja jest przecież dobrze znana z naszego średniowiecza :D

I to IMO rozstrzygnięcie tego problemu zadecyduje dopiero, czy przyjmiemy że głowy rodów mogą się mieszać w małe wojenki, czy nie :D
Avatar użytkownika
Misiekh
 
Posty: 2289
Dołączył: 20 kwi 2004, 15:25
Lokalizacja: Wawa


Powrót do Gasnące Słońca

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 kwi 2018, 19:09 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA | Forum: PHPBB
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka

cron