Nasza Twórczość

Fantasy, Science-Fiction, Horrory i inne.

Re: Nasza Twórczość

Postprzez TheDarkVenom » 5 maja 2011, 19:54

Częstujcie się:
Kod: Zaznacz cały
http://chomikuj.pl/TheDarkVenom/Opowiadania/Honor+k*c5*82amstwami+karmiony+1.6,633793465.pdf
Ostatnio edytowano 15 maja 2011, 15:04 przez TheDarkVenom, łącznie edytowano 1 raz
I powstaną Ci, którzy władali tym światem nim jeszcze pojawili się na nim wasi praprzodkowie.
I wy się przed nimi ukorzycie... lub zginiecie, krótkowieczni.
Avatar użytkownika
TheDarkVenom
 
Posty: 144
Dołączył: 14 mar 2011, 20:53
Lokalizacja: Oś Three Mile Island-Czarnobyl-Fukushima

Re: Nasza Twórczość

Postprzez Wiedźma » 9 maja 2011, 09:13

Dzięki, w wolnej chwili rzucę okiem :). A o czym to w ogóle jest? Może jakoś przybliżysz nam swoją twórczość? ;)
"Lecz czemu jesteś samotny? I czemu nie zbiegło z Tobą całe piekło? Czyżby ból ich był mniejszy, mniej godny ucieczki? Lub mniej odporny jesteś niźli oni?"

Pamiętaj: każdy popełniony błąd ortograficzny zwiększa prawdopodobieństwo wiedźmofobii!
Avatar użytkownika
Wiedźma
 
Posty: 5475
Dołączył: 27 cze 2004, 19:52
Lokalizacja: Inferno / Kraków /

Re: Nasza Twórczość

Postprzez TheDarkVenom » 9 maja 2011, 21:42

Generalnie jest to opowiadanie fantasy. Cóż, jeśli chodzi o przybliżanie, nie ma sensu- to tylko 5 stron, gdyż taki jest limit konkursu, na który te wypociny idą.

EDIT: Update w linku- ostateczna wersja opowiadania.
I powstaną Ci, którzy władali tym światem nim jeszcze pojawili się na nim wasi praprzodkowie.
I wy się przed nimi ukorzycie... lub zginiecie, krótkowieczni.
Avatar użytkownika
TheDarkVenom
 
Posty: 144
Dołączył: 14 mar 2011, 20:53
Lokalizacja: Oś Three Mile Island-Czarnobyl-Fukushima

Re: Nasza Twórczość

Postprzez Gaword » 15 lip 2011, 23:48

Witajcie wszyscy!
Jestem nowy na tym forum, istny nowicjusz. Jednak od jakiegoś czasu piszę (bo mam za dużo wolnego czasu) swoje własne opowiadanie. Czasami pomysł pochłania mnie bez reszty, co jest całkiem przyjemnym uczuciem. Tak więc, siadam (czasem stoję lub leżę) i uderzam w literki klawiatury, aby powstał sensowny tekst. Mimo iż mi mój własny pomysł się podoba (cóż za próżność!) to jednak wolę poddać go ocenie. Dlatego zostało mi polecone to forum. Wrzucić parę fragmentów, które może zaciekawią, a może nie. Sam jestem zaintrygowany rezultatami.
Nie wiem czy powinienem pisać akurat w tym temacie, ale najwyżej ktoś to usunie, prawda?
No dobra, teraz trochę o powieści/opowiadaniu/jak tam wolicie. Ogół to klasyczna walka dobra ze złem. Jeżeli zaś chodzi o szczegół, piszę o pojedynku między Wybrańcami Żywiołów (jest ich szóstka), a Kolekcjonerami (trzynastoma tajemniczymi postaciami, które tworzą jeszcze bardziej tajemniczą organizację przestępczą). Wszystko to osadzone w nowym świecie zwanym Maraksu, gdzie hasają elfy, jednorożce i jak ma się szczęście to i krasnoluda się upatrzy.
I znów z powodu nadwyżki czasowej w moim życiu (i braku znajomych) napisałem już 340 stron , które zostały podzielone na dwa tomy, z tym że drugi jeszcze kończę.
Dlatego dziś postanowiłem (za namową) opublikować parę fragmentów, które mam nadzieję Wam się spodobają.
Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam miłej lektury.

(ponieważ nie wrzucę tu wszystko przed każdym fragmentem mniej więcej Was wprowadzę w sytuacje, abyście nie poczuli się zagubieni, czy coś)


Przede wszystkim wstęp:

Maraksu. Kontynent położony gdzieś na wielkim oceanie, którego nazwy nikt nie zna. Wielu nawet się spiera czy to ocean czy morze. Jednak gdzie znajduje się Maraksu? Nie ma go w naszym świecie. Nie istnieje także w Świecie Luster ani w Świecie Dusz. Maraksu bowiem leży w Świecie Magii, tam gdzie owa magia ma swój początek, ale jak się również wielu obawia- swój koniec.
Maraksu jako kontynent podzielony jest na dwanaście państw- Lotane, Kastolyce, Jatenforbie, Tamotine, Okrotyno, Uwartysol, Zynatu, Maro-Ware, Astrobiem, Razakune, Polramune i Wyspy Klonów, a każde z nich ma swoją historię. Przez niezliczone wojny, aż do dzisiejszego dnia w każdym tętniło życie, istniała magia, która również sprawiała iż cały kontynent stawał się tajemnicą.
Istnieje wiele zagadek.
Tysiące ludzi chciały je rozwiązać, ale nie było im to dane.

Nim te państwa zostały utworzone toczono wiele wojen.
I mimo, że elfy i krasnoludy próbowały żyć w zgodzie, ludzie przepełnieni pychą i okrucieństwem tworzyli kolejne konflikty.
Wiele istnień traciło życie w trakcie tych potyczek. Trzy potężne rasy zaślepione rządzą krwi i władzy nie dostrzegły jak pewien człowiek postanowił oszukać ich wszystkich. Tullun.

Mag obecnie znany jako Drahna Vior Tullun, czyli Mroczny Nekromanta Tullun. On uwięziony przez moce ciemności wraz z nimi zaatakował Maraksu. Jego armia trupów i ożywieńców była niepokonana. Do niego samego dołączyli orkowie, którzy postanowili zemścić się na ludziach. Tullun rósł w siłę z każdym dniem. Wydawało się, że nie można go powstrzymać.

Zdeterminowane i zwaśnione strony przerwały działania wojenne i podpisały ze sobą Święty Pakt. Trzy rasy poprosiły wróżkę Xavirę o pomoc. Wróżka jako źródło najczystszego Światła odparła: przyprowadźcie mi czterech mężczyzn i dwie kobiety. Tak uczyniono. Stawiła się ludzka kobieta i trzech ludzkich mężczyzn oraz elfia dama i elfi mąż. Krasnoludy nie ufały wyroczni, więc pozwoliły elfom i ludziom na podanie kandydatów.

Xavira naznaczyła każdego z Wybrańców innym Żywiołem. Ogień, Ziemia, Wiatr, Woda, Piorun i Lód. Sześć Żywiołów w harmonii tworzyło Światło. Szóstka Wybranych wraz z Xavirą na czele pokonali Tulluna, z ziemią zwrównali jego Armię Ciemności, a orków wygnali na odległe południowe wyspy zwane tak, jak ich dawny pan. Jednak Xavira w czasie walk zginęła, a Wybrańcy w rozpaczy zaoopiekowali się jej duszą. Dusza ów wybiera nowych strażników Żywiołów zwanymi Wybrańcami.

Ale to działo się prawie sześćset lat temu. Na Maraksu zapanował spokój.
Jednak ciemność wciąż tu istnieje. Wciąż zakrada się w serca, dusze, umysły i ciała.

Lecz nie bój się Ciemności.
Tam gdzie Ciemność, tam i Światło.

Poznajcie największą tajemnicę Maraksu.

Gdzie zmierzą się ze sobą najjaśniejsze Światło i najmroczniejsza Ciemność...




Prolog pierwszej części o tytule: Tajemnice Maraksu Tom I - Świątynia Światła
*PROLOG*
Kolekcjonerzy



Jedynymi małymi punkcikami światła były latające świece, które lśniły bladym, niebieskim blaskiem. Co jakiś czas dało się słyszeć tu i ówdzie spadające kropelki wody, które rozbrzmiewały echem po całej grocie. Była ona okrągła, a wzdłuż jej ścian stało trzynaście kolumn, ozdobionych różnymi malowidłami i wzorami, które wtapiały się w ich biel. Musiało to być pradawne, zapomniane pismo. Na szczytach filarów stały osoby ubrane w czarne, identyczne płaszcze. Wszechobecna ciemność nie pozwalała odróżnić ile wśród nich jego kobiet, a ilu mężczyzn. Twarze większości skryte pod kapturami nie pozwalały na bliższą identyfikację. Tylko dwie z postaci pokazały oblicza.
Stojący na trzynastej kolumnie młody mężczyzna uśmiechał się kpiarsko. Czarne jak u kruka włosy, były dopiero co zmierzwione i w nieładzie. Jego prawy policzek zdobiła blizna – cienka i długa, ciągnąca się prawie od podbródka do ucha. Jednak najbardziej fascynujące w nim były jego oczy. Prawe było normalne, jasno-brązowe niczym się nie wyróżniające. Z kolei drugie było kocie – żółte z podłużną źrenicą. Nie można my było jednak odmówić czaru jaki roztaczał. Był przystojny i świetnie zdawał sobie z tego sprawę. Potrafił to wykorzystać nie tylko do podbijania serc naiwnych dam, ale również do załatwienia paru poważnych interesów. Lekki zarost dodawał mu tylko do uroku i blasku jaki roztaczał mimo ciemności.
Z kolei stojący na szóstej kolumnie, ciut starszy mężczyzna wyglądał jak dzikus. Czerwony irokez i wytatuowane ciało budziły strach. Przekłute uszy musiały go kosztować wiele bólu. W hipnotycznych, jasnych błękitnych oczach kryło się niebezpieczeństwo i rządza mordu. Szczupła postura bardzo łatwo zmylała jego przeciwników. Poruszał się niespokojnie na swojej kolumnie. Drgała mu noga, jakby prędko mu było do zakończenia spotkania. Na usta cisnęło się mu parę wulgarnych słów za których wypowiedzenie mógłby dostać naganę lub inną karę.
Tak. Kara za niewykonywanie poleceń, wśród tych ludzi była paskudna.
Trzecią postacią, która nas interesuje jest osobnik z piątej kolumny. Twarz skrywał pod kapturem, ale stał wyprostowany, z gracją i nutką elegancji. Nie ruszał się. Czekał, wsłuchany w otaczającą go ciszę.
- Dziękuję wam za tę chwilę ciszy – usłyszeli. Na najwyższej kolumnie, w największym cieniu stał kolejny zakapturzony. Był on ich liderem. Liderem pozostałej dwunastki ludzi. Dowódcom i mistrzem. Jednak najbardziej szlachetnym tytułem jakim kazał się zwać był po prostu – Bóg. Jego głos rozniósł się echem po grocie. Zaskakująco miły i przyjacielski. Zupełnie jakby nie znajdowali się w mrocznej jaskini, a w jakimś słonecznym parku. Jednak słyszeć się dało stanowczość i siłę. Tak wielką, że nikt nie odważył się odezwać. – Cisza jest piękna. Monotonna, ale piękna – chyba odpłynął, bo zamilkł na minutę. – Wezwałem was wszystkich z trzech powodów. Po pierwsze, koniec ukrywania się przed światem.
Ta informacja wywołała poruszenie. Szybkie wymiany spojrzeń, pełne zaskoczenia i strachu oraz krótkie szepty wypełniły miejsce zebrania. Lider uniósł dłonie. Na każdym z gładkich i smukłych palców widniał pierścień.
- Rozumiem wasze zaskoczenie – uśmiechnął się pod kapturem. W lśniących zębach odbił się blask świec. – Jednak nadszedł już czas. Czas, abyśmy zaczęli działać otwarcie. Z tego powodu nie przewiduję już kar za zbytnie wychylanie się.
- No w końcu, ta?! – krzyknął rozradowany czerwono-włosy. – Nie cieszycie się? Będę mógł rozwalać wszystko bez jakichkolwiek nagan, co nie?!
- A więc to początek wszystkiego… - ktoś stwierdził.
- Dokładnie! – lider przytaknął. – Druga sprawa tyczy się Davida, Lorenza i Ataexa – kolejno osoby z piątej, szóstej i trzynastej kolumny skłoniły się w jego kierunku. – Akceptuję wasz plan. Wprowadźcie go w życie.
- Naprawdę? – zdziwił się Ataex, a potem uśmiechnął się szeroko. – Czy dostaniemy… zaplecze finansowe?
Lider przytaknął, a Ataex zatarł ręce.
- Wydatki pójdą na misje, Ataeksie – ostudził go zakapturzony David. – Tylko i wyłącznie…
- Tak, tak.
- Trzecia sprawa – przerwał im ich przywódca. – Za chwile zostanie tu wprowadzony więzień. Będziemy musieli połączyć nasze moce, aby uruchomić Allomnezje.
- Znów? – zdziwił się Lorenzo. – To kogo wspomnienia i życie kasujemy?
- Wprowadzić go.
Skała u dołu filarów rozstąpiła się z głośnym zgrzytem. Był to mechanizm, ale bardzo dobrze zakamuflowany. Z długiego i ciemnego korytarza wyszedł stary człowiek. Ubrany był w łachmany, a pojedyncze pasma siwych włosów opadały na jego spocone czoło. Rozglądał się przerażony.
- Nie – jęknął i próbował zawrócić, ale dziwna czarna substancja nie pozwoliła mu na to. – Nie. Nie. Nie! Błagam!
- Nadszedł czas.
- Nikomu nic nie mówiłem! – krzyknął. – Tak jak obiecałem!
- Zostaniesz teraz osądzony – oznajmił lider, gdy czarna masa, ni to gaz, ani ciecz, popchnęły więźnia na sam środek komnaty. – Przez Kolekcjonerów.


Opis głównych bohaterów - Drago, Delia i Norbert

Usłyszał swoje imię, jakby z oddali.
Obudził się, a słońce, które już świeciło wysoko na niebie, uderzyło w jego oczy. Zakrył je, owinął się w prześcieradło i przeszedł na drugą stronę pokoju, gdzie był cień. Zapomniał zamknąć okiennic… znowu.
- Łaskawie się obudziłeś – powiedział jakiś głos.
Drago spojrzał na swoje okno. Zobaczył w nim dwie twarze. Jedna należała do jego najlepszego przyjaciela Norberta – chłopca o czarnych, krótkich włosach i poważnej minie. Druga twarz należała do jego przyjaciółki i jednocześnie pierwszej młodzieńczej miłości – Delii. Miała kruczoczarne włosy, spięte jak zawsze w koński ogon i zielone, jasne oczy. Dzięki swoim podobieństwu w wyglądzie, całą trójką, wyglądali jak rodzeństwo, a wrażenie to potęgował brązowy odcień skóry.
- Ładnie to tak zaglądać do mnie przez okno? – spytał Drago. – Przecież wiecie, że śpię bez niczego.
- Delia się uparła – powiedział Norbert szczerząc zęby. – Mówiłem jej, żeby poczekać na ciebie jak wstaniesz.
- Nie mamy czasu – burknęła Delia, obrażona, że to na nią zrzucono winę. – Znając jego tendencję do spania, myślę, że pobudki doczekalibyśmy się dopiero jutro. Ewentualnie dziś wieczór.
- Nieprawda! – wykrzyknął Drago. – Chciałbym się ubrać, więc moglibyście? – spytał z przekąsem.
Delia wzruszyła ramionami i odeszła. Norbert zaraz za nią mówiąc, że poczekają przed domem. Drago pokręcił głową i zaczął rozglądać się po swoim pokoju za częściami garderoby. Pomieszczenie było małe, składające się tylko z szafy, łóżka, biurka i krzesła, wszystko z wysuszonego drewna. Na szafie stał szereg zakurzonych książek, tak bardzo przez Draga nie lubianych. Na biurku z kolei leżały trzy zwoje pergaminu z czego jeden wymalowany był w różne mniej lub bardziej zagadkowe rysunki Draga. Koło zwojów stała wypalona już świeca.
Podszedł do lustra, które ojciec przywiózł z dalekiej wyprawy. Chciał się przekonać jak bardzo tej nocy jego czarne jak smoła włosy się rozczochrały. I rzeczywiście, fryzura nie była taka sama jak przed pójściem spać. Wszystkie poustawiane pod dziwnymi kątami, nie przypominały wczorajszego uczesania. Wcale się nie dziwił, że Delia i Norbert tak bardzo się uśmiechali, gdy na niego spojrzeli.
Jasne, brązowe oczy przyglądały się sobie przed lustrem. Twarz nie należała już do dziecka, ale nie była również dorosła. To był ten etap przejściowy. Widział siebie, jako przykład kogoś idealnego. Miał proporcjonalną budowę ciała, a przy tym idealny uśmiech, który ułatwiał mu nawiązywanie kontaktów. Mimo trzynastu lat był silny. Był również na tyle narcystyczny, że nie wstydził się swojego ciała. Wręcz przeciwnie, bardzo lubił się oglądać przed lustrem. Czasami naprawdę żałował, że nie ma drugiej takiej osoby jak on, bo z chęcią by ją poznał. Ponapawał się chwilę tym widokiem i zajrzał pod łóżko, aby odnaleźć swojego ulubionego sandała.


Drago, Norbert i Delia czytają fragment pewnej książki
- Masz tę książkę? – spytała Delia.
Norbert spojrzał na nią z pytaniem w oczach, a po chwili dotarło do niego o jaką książkę chodziło. Wyjął ją ze swojej torby, którą zawsze nosił przy boku. Książką była mała, oprawiona w brązową skórę z wytartym już trochę złotawym napisem ,,Trzynaście Przekleństw Ludzkości” i wyglądała na bardzo starą.
- Nie ma autora – zauważyła Delia biorąc książkę do ręki. – Na pewno jest bezpieczna? Słyszałam o książkach które mogą opętać.
- Spokojnie już ją czytałem. Nie jestem opętany – zapewnił Norbert.
- To tobie tak się wydaję – podsunął Drago i przysunął swoje krzesło do nich. Delia przez moment wertowała książkę, aż najwidoczniej trafiła na to co chciała bo oczy jej błysnęły.
- Nie krępuj się, możesz poczytać na głos – rzekł z nutką sarkazmu Norbert.
- Nie przeszkadzaj jej. Nie widzisz, że udaje, że umie czytać – Drago gestem uciszył przyjaciela, po czym z udawanym skupieniem przyjrzał się jej.
Delia posłała mu mrożący krew w żyłach wzrok.
- Od dawien dawna ludzie bali się Trzynastki – zaczęła głośno Delia. – Dlatego zaczęto przypisywać nowe znaczenia i symbole tej liczbie. Jedna z opowieści mówi o tym, że jest równowagą światła i cienia. Najpopularniejsze jednak zapiski z którymi z pewnością każdy się zetknął, to opowieść o Trzynastce jako o zmieniającym się świecie. Legenda mówi o tym, że na Maraksu przybędzie właśnie tyle osób, które wymierzą sprawiedliwość, pomszczą krzywdy które czynią ludzie, aż ostatecznie odmienią świat, który już nigdy nie będzie taki jak był. Przytoczone są również bardzo krwiste opisy sytuacji, które zachowam dla siebie, aby nigdy nikomu nie przyszło do głowy aby to uczynić. Przerażająca opowieść o trzynastce z pewnością budzi lęk, ale musimy pamiętać, że to jedynie legenda.
Nie powstrzymało to ludzi od tego aby popuścić wodze fantazji i przyporządkować złe cechy ludzkie, nazwanych później Przekleństwami Ludzkości.
Nasuwa się pytanie- dlaczego tylko Ludzkości? Czyżby elfy, krasnoludy i inne stworzenia nie były brane pod uwagę? Czyżby tych ras nie dotyczyła zapowiedziana apokalipsa? No cóż, człowieku na pewno teraz sobie pomyślałeś ,,wolałbym być elfem, albo nawet tym małym śmierdzącym krasnoludem”.

Drago trochę głupio się poczuł, bo właśnie pomyślał o tym aby być elfem, a sądząc po zakłopotaniu na twarzach innych- Delia i Norbert też tak pomyśleli.
- Od kary tak łatwo się nie ucieka – czytała dalej. – Z pewnością jeżeli legendy są prawdą zapłacisz za swoje. Pewnie myślisz, za co masz zapłacić? Nic nie zrobiłem! Otóż wystarczy, abyś był człowiekiem i już uczyniłeś wielką krzywdę światu. Przerażające? Poczekaj aż przeczytasz to, co jest poniżej. Według legendy istnieje, jak już wspominałem, trzynaście złych cech ludzkich. Oto one: 1.Chęć władzy 2.Egoizm i brak miłości do bliźnich 3. Uzależnienia 4.Zdrada przyjaciół, ukochanej/ukochanego lub narodu 5.Kłusownictwo w wysokim stopniu 6.Kradzież 7.Zazdrość o powodzenie bliźniego 8.Kłamstwo 9.Nietolerancja dla innych wiar, przekonań, koloru skóry, odmienności seksualnej 10.Gniew przeciw drugiej osobie 11.Niszczenie Natury dla własnych korzyści 12.Dzieciobójstwo 13.Wykorzystywanie, niewolnictwo
A teraz zrób sobie krótki rachunek sumienia i sprawdź który z nich przyjdzie po Ciebie.

Delia skończyła czytać.
- To jest bynajmniej przerażające i niesmaczne – podsumowała z odrazą, zamykając książkę. – Ale jakby nie patrzeć jest w tym trochę prawdy.
- Właściwie to nie brzmiało jak książką – zauważył Drago. – To raczej czyjeś zapiski, jakby notatnik. Skąd ją masz Norbert?
- Nie mam pojęcia. Znalazłem ją w domu, a skąd ją mamy, to nie wiem – wyjaśnił.
- Wierzycie w to? – spytał, a po plecach przeszły mu ciarki.
- Nie – odparł Norbert.
- Tak – powiedziała gorliwie Delia. – A ty oczywiście...
- Prędzej mi kaktus na nosie wyrośnie niż spotkam któregokolwiek z tych „Trzynastu” – prychnął Norbert. – Zgadzam się, takie cechy dominują na świecie, ale reszta to bzdury.
Delia wywróciła oczami.
- A ja w to wierze – powtórzył Drago.
Norbert pokręcił głową.
- Powinniście przestać wierzyć w takie rzeczy. Trzynastki, smoki, potwory... To jedynie niestworzone historie.
- Mówisz to tak jakbyś nie wierzył w magię – oskarżyła go Delia.
- Wierze w magię, ale nie w legendy – odpowiedział Norbert.


Trochę dłuższy fragment. Wydarzenia dzieją się w dniu trzynastych urodzin głównego bohatera - czyli Draga. Na jego wioskę napadają tajemnicze postacie (które pojawiły się ciut wcześniej). Również parę dni przed urodzinami Drago odnalazł w piaskach pustyni Śpiewający Miecz - magiczny artefakt, który... ma dużą skłonność do gadania.
btw. smoczysty = zajebisty w slangu młodzieży

- Moim zdaniem... – zaczął Drago, ale przerwał mu głośny huk. – Co jest?!
Rozejrzeli się po jaskini. Odgłos powtórzył się, a potem zadrżała ziemia.
- Pustynny potwór? – pisnęła Delia.
- Nie ma żadnego pustynnego potwora – stanowczo stwierdził Norbert.
- To dochodzi z zewnątrz – zauważył Drago, biorąc miecz i ruszając do wyjścia. Norbert i Delia szli tuż za nim. Wyszli z jaskini i rozejrzeli się. Odgłosy dobiegały od strony miasta.
- Na moce Światła! – znów pisnęła Delia i zakryła oczy.
- O cholera! – zaklął Norbert.
- Nie...!
Miasto stało w płomieniach. Słychać było przerażone krzyki ludzi. Okazało się, że źródłem tych hałasów i wstrząsów, były eksplozje. Co jakiś czas część budynków wylatywała w powietrze. Cała trójka wpatrywała się przerażona i osłupiała w płonące domy. Unosiła się nad nimi jasna łuna, a dym snuł się leniwie nad budynkami, co jakiś czas wirując pod wpływem silniejszego wybuchu.
- Nie! – krzyknął Drago i ruszył przez pustynię.
- Drago! Czekaj! – usłyszał za sobą. Chwilę później Norbert i Delia biegli koło niego.
Nie musieli się wspinać po rynnie, bo wrota do wioski był wysadzone w powietrze i nikt ich teraz nie pilnował. Przerażona ludność wybiegała z miasta, krzycząc i błagając bogów o litość. Próbowali nie patrzeć na dwa ciała, które właśnie z głuchym łoskotem wylądowały obok nich. Omijając ludzi, którzy biegli w kompletnie innym kierunku, po minucie dotarli do płonącego miasta. Usłyszeli kolejny huk.
- To wygląda na robotę naszych tajemniczych nieznajomych! – Norbert starał się przekrzyczeć tłum i wrzaski. – Chyba zaczęli szukać kamienia.
- Mam go przy sobie – odpowiedział Drago wskazując na kieszeń.
Mała metalowa kulka wielkości orzeszka przeleciała przed ich głowami i wbiła się w glinianą ścianę domu. Instynktownie odsunęli się i schowali za kolejny budynek. Słusznie zrobili, bo chwilę później ten pierwszy wyleciał w powietrze, rozrzucając wielkie kawałki gruzu mogące zabić człowieka.
- Och nie, nie, nie... – powtarzała Delia i zakryła sobie oczy.
- To chyba najlepsza pora, aby się stąd ewakuować! – zarządził Drago.
Przełknął ślinę, gdy popatrzyli po sobie. Wysunął do nich swoją rękę. Delia położyła na niej swoją drżącą dłoń a na końcu Norbert.
- Razem.
Kiwnęli głowami i po ich minach Drago poznał, że są gotowi.
- Spotykamy się za dziesięć minut pod wschodnią bramą, stamtąd ruszamy do Kastolycy. Każdy niech sprawdzi, co z jego rodzicami. Jeżeli wasze domy nie zostały zniszczone, zabierzcie to co jest potrzebne. Szybko! – krzyknął Drago i po chwili dodał. – I błagam was, uważajcie na siebie.
Kiwnęli głowami, każdy pognał w swoją stronę.
Drago pomknął ulicami wśród palących się domów. Nie minął ścieżki, na której nie było zniszczeń. Chłopak skręcił w prawo i serce mu podeszło do gardła, gdy zobaczył zakapturzoną postać. Stała do niego tyłem, więc szybko się wycofał i wybrał inną drogę. Nie było tu już ludzi, a jeżeli byli to leżeli martwi lub konający przeklinając sprawców tragedii. Niesamowity ból przeszedł przez klatkę piersiową Draga, gdy zobaczył dziewczynkę, która płakała nad ciałem matki. Zatrzymał się, oddychając głośno. Musiał jej jakoś pomóc, a z drugiej strony liczyła się każda sekunda.
- Kiedyś tego pożałuję – jęknął sam do siebie i podbiegł do dziewczynki.
Spojrzała na niego wystraszonymi i mokrymi od łez oczami.
- Spokojnie. Nic ci się nie stanie. Chcę ci pomóc!
- M-moja mamusia...! – załkała.
Drago przygryzł wargi. Rozejrzał się i zbladł. W ich stronę sunęła właśnie zakapturzona postać. Nie śpieszyła się. Drago niewiele myśląc pociągnął dziewczynkę i schował się z nią w jakimś opuszczonym budynku.
- M-mamo!
- Spokojnie, spokojnie – powtarzał Drago i wziął ją na barana. – Nic ci się nie stanie, obiecuję!
Chwilę później pędzili już w stronę domu chłopaka. Po paru długich minutach, unikając eksplozji dotarł do celu. Nikogo nie było, co jeszcze bardziej go przeraziło. Ale tak jak się umówił, zabrał wszystkie potrzebne rzeczy. Spakował je bez większego porządku do nowej torby, którą dostał od ojca. Dziewczynkę posadził u siebie na biurku. Milcząc, wpatrywała się w niego.
- Spokojnie, wszystko pod kontrolą – powtarzał jej, co jakiś czas nerwowo wyglądając przez okno. Zapadła już noc, a jednak przez ogień i tak było jasno jak w dzień. – Mam na imię Drago – przedstawił się.
- Drago, już minęło twoje dziesięć minut! – przypomniał miecz.
Dziewczynka drgnęła, gdy usłyszała głos z paska.
- To tylko miecz – wyjaśnił na prędce Drago. – Wiem, wiem! Mam tu sytuację kryzysową!
- Pośpiesz się bo, Delia i Norbert zaczną się niepotrzebnie zamartwiać.
Drago wrzucił do torby jeszcze swoje nowe sandały i podszedł do dziewczynki
- Jak masz na imię? – zapytał kiedy znów ją wziął na barana.
- Melani – odpowiedziała wtulając się w niego. – Mam dziewięć lat.
- Wyglądasz na pięć – zażartował.
Rozejrzał się po raz ostatni, czy aby na pewno niczego nie zapomniał. Bał się, że zobaczy ciała swoich rodziców, ale na szczęście nic takiego nie znalazł. Już chciał wyjść, gdy instynkt kazał mu się zatrzymać. Wypełniły go wszystkie możliwe wspomnienia dotyczące tego miejsca. Pokręcił głową. Przecież jeszcze tu wrócę, skarcił się w myślach, ale sam nie był tego pewien.
Wybiegł na ulicę i w tym momencie koło jego ucha świsnęła żelazna kulka, która wpadła do środka przez okno jego pokoju. Domyślawszy się co to było, uciekł jak mógł najdalej nim nastąpiła eksplozja, która zniszczyła jego dom. Szybko zdjął Melani z pleców i oboje padli na ziemie przy czym Drago próbował osłonić jej głowę przed jakimikolwiek latającymi kamiennymi odłamkami. Dziewczynka pisnęła głośno. Odczekał jeszcze chwile i podniósł się z ziemi, pomagając jej.
Obejrzał się przez ramię i zobaczył palące się zgliszcza. Przez chwilę poczuł jak opuszczają go wszystkie siły, ale szybko wziął się w garść wiedząc, że przyjaciele już na niego czekają. Ponownie wziął Melani na barana i czym prędzej ruszył w stronę wschodniej bramy, rozglądając się wszędzie za rodzicami.
Specjalnie wybrał drogę przez targowisko, ale wyglądało na to, że pomijając parę trupów nikogo tam nie było. Dziewczynka cicho szlochała w jego ramię. Zerknął na jej twarzyczkę, opartą o jego ramię. Miała zamknięte oczy. To dobrze, pomyślał Drago, przynajmniej nie musi oglądać tego koszmaru.
- Hej, chłopcze! – zawołał za nim głos. Odwrócił się na pięcie i stanął twarzą w twarz z zakapturzoną postacią. – Szukam kogoś.
Stał właśnie na środku targowiska, wszędzie płonęły wozy. Drago wyciągnął Śpiewający Miecz, jednocześnie drugą ręką podtrzymując Melani. Z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu.
- A do czego ci ta zabaweczka? – spytał ochrypły głos z prawej. Drago zerknął w tamtą stronę. Stał tam czerwono włosy Lorenzo. Chłopak przełknął ślinę, nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
Po jego lewej zza płonącego wozu wyłonił się Ataex. Omiótł Draga spojrzeniem i uśmiechnął się triumfalnie. Chłopak zaczął się wycofywać.
- Czego chcecie?! – wrzasnął, a Melani zaszlochała głośno z przerażenia.
- Na pewno nie wpadliśmy tu na piknik – rzekł Ataex i ruszył w stronę Draga. – Prawdę mówiąc, to raczej nie wygląda jak miejsce na piknik, mam rację?
Drago czuł, że jego serce bije szybciej niż kiedykolwiek. Nie miał bladego pojęcia co teraz zrobić. Wycofywał się powoli i jedynie Ataex kroczył w jego stronę. David i Lorenzo stali bez ruchu.
- Może przestaniemy się bawić i po prostu oddasz to, co powinieneś nam oddać już dawno temu? – wciągnął głośno powietrze przez nos. – Ten sam zapach zlokalizowałem pod wozem na targowisku. Zabawa w szpiega się podobała?
Drago nic nie odpowiedział.
- Daj nam kamień, a my oszczędzimy ci życie.
Ile razy w życiu to słyszałem, jęknął Miecz. Drago, wykorzystamy pewną sztuczkę. Słyszysz mnie?
- Jasne, że cię słyszę! – warknął głośno, a Ataex zatrzymał się na chwilę.
Nie drzyj się tak! Posłuchaj...
- Jak mam się nie drzeć?! – wrzasnął Drago. – Może nie widzisz w jakiej jestem sytuacji?
Ataex lekko zdziwiony odwrócił głowę w stronę Lorenza, który jedynie wzruszył ramionami.
Drago posłuchaj mnie! W tej chwili słyszysz mnie tylko ty! Rozmawiam z tobą telepatycznie!
- Tylko ja? – zapytał Drago szczerze zdziwiony.
Dlatego mówię, że wykorzystamy pewną sztuczkę, wyjaśnił Miecz. I wyglądasz teraz jakbyś gadał sam do siebie.
- Ja... – zaczął Drago i spojrzał na Ataexa, który przyglądał mu się podejrzanie. – Mogłeś mi od razu powiedzieć, nie wyszedłbym na kretyna!
Ataex zmarszczył czoło.
- Masz swojego niewidzialnego przyjaciela?
Teraz myśli, że jesteś chory psychicznie. To było sprytne, Drago, naprawdę.
- Możesz się zamknąć?
- Coś ty powiedział? – warknął Ataex.
A możesz w końcu rozmawiać ze mną w myślach?
A... Usłyszysz mnie?
Bez jakichkolwiek zakłóceń. Widzisz, nie jestem zwykłym mieczem. Pomijając to, że jestem naprawdę smoczysty i w ogóle, to jeszcze mam jedną zaletę.

Co ty nie powiesz?
- Słuchasz mnie w ogóle? – odezwał się Ataex.
Drago oprzytomniał. Tak bardzo zaskoczył go fakt, że może rozmawiać za pomocą myśli, iż całkowicie zapomniał o sytuacji, w której się znajdował. Melani coraz mocniej wtulała się w jego plecy.
- Trzymaj się, Mel – mruknął Drago. – Zaraz coś wymyślimy.
To jaka to zaleta?
Potrafię po części przewidzieć atak przeciwnika. Módl się, aby użył miecza lub po prostu broni białej, bo wtedy będę mógł tobą kierować. Myśl jest szybsza niż czyn, więc całkowite nasze połączenie da ci szansę.
Naprawdę?! To może wyjdziemy z tego żywi!
Nie ciesz się tak. Ich jest trzech, poza tym nie zapominaj jaką siłą i zwinnością dysponują. Może walka jeden na jednego by coś dała. Może poprosisz Melani, aby pobiegła do Delii i Norberta?
Tak po prostu mam ją puścić?
UWAŻAJ!

Nim Drago zdążył zareagować jego ręka z mieczem uniosła na wysokość klatki piersiowej. Poczuł silne szarpnięcie, kiedy sztylet odbił się od miecza i wbił się w ziemię. Melani pisnęła. Drago z otwartymi oczami wpatrywał się w miecz, po czym przeniósł wzrok na Ataexa. Stał w pozie sugerującej, że to on właśnie rzucił sztyletem, a co ciekawsze na jego twarzy malowało się szczere zdziwienie.
To... To ty?!
Mówiłem, że teraz jesteśmy połączeni.
Miecz wydał się być zadowolony.
Usłyszeli głośny chichot dochodzący z tyłu targowiska. To Lorenzo ryknął śmiechem i właśnie zgiął się w pół, cały czerwony na twarzy. Jedną ręką wskazywał na Ataexa, drugą obejmował brzuch i próbował coś wykrztusić.
- Zamknij się! – rzucił przez ramię Ataex i wyprostował się, a jego szata załopotała na wietrze. W przerażających oczach płonęła czysta złość. – Nawet nie wiesz jaką przyjemnością będzie dla mnie pozbawienie cię życia.
Drago przełknął ślinę.
Wygląda na złego.
Co ja mam teraz robić? Delia i Norbert na mnie czekają.
Trzeba liczyć na to, że w końcu sami przyjdą cię szukać.

Drago ponownie się wycofał. Ataex drgnął, a spod jego szaty wyleciały kolejne sztylety. Po widowiskowej akrobacji, mając na plecach Melani i przy dość sporej pomocy miecza, Drago odbił atak i jednocześnie zrobił zgrabny piruet. Kiedy trzy ostrza wbiły się w ziemię Drago spojrzał triumfalnie na Ataexa, który teraz wyglądał jakby miał zabić wszystko i wszystkich na swojej drodze. Rozpadało się już na dobre, a mimo tego nie założył kaptura.
Lorenzo dalej śmiał się głośno, już nawet nie zwracał uwagi na Draga. Niestety, jego zakapturzony towarzysz nie spuszczał wzroku z miecza, który dzierżył chłopak. Drago przygryzł wargi i spojrzał znów na Ataexa, dalej się wycofując.
Uciekaj! Teraz!
Drago obrócił się na pięcie i uciekał najszybciej jak potrafił. Biegł ile miał sił w nogach kierując się w stronę wschodniej bramy. Usłyszał kroki gdy ten ktoś przebiegł przez kałużę. To Ataex gonił go trzymając sztylety w swoich dłoniach i jeden między zębami, a w jego oczach płonęła furia.
Chłopak skręcał w wiele ciasnych uliczek, ale i tak raz sztylet świsnął obok jego ucha, drugi koło ucha Melani. Kiedy już wydawało się, że Ataex ich dogonił, jeden z naruszonych przez eksplozję budynków zaczął się zawalać. Ataex osłonił się przez kawałkami kamieni i zapomniał na chwilę o swoim celu, co Drago wykorzystał, ruszył biegiem w inną alejkę i dotarł do głównego traktu.
Skręcił w lewo, widział wschodnią bramę, pod którą stali Delia i Norbert. Poczuł dziwną ulgę na widok swoich przyjaciół i jeszcze większą widząc, że nic im się nie stało, chociaż wyglądali jakby mieli zaraz dostać zawału.
- Już się bałam, że coś ci się stało! – krzyknęła Delia i go przytuliła. – Na moce Światła, co tu się dzieje?
- Kto to jest? – zapytał Norbert patrząc na Melani.
- Zaraz wam wszystko opowiem. Musimy uciekać, ściga mnie...!
Zza rogu wybiegł Ataex i zatrzymał się na wprost bramy. Obrzucił Draga i jego przyjaciół spojrzeniem pełnym pogardy, po czym się uśmiechnął.
- Mam ochotę zabić niewinnych.
Chwilę później dołączyli do niego Lorenzo i David. Delia i Norbert zbledli.
- To... To oni zajęli ci tak dużo czasu...? – Norbert mówił dziwnie piskliwym głosem. Lorenzo machnął ręką, a Wschodnia Brama wyleciała w powietrze podczas, gdy gruzy skutecznie zatarasowały drogę.
- Wiejmy! – ryknął Drago i szybko ruszyli za najbliższy budynek. Przebiegając przez kałuże i przeskakując nad przeszkodami oddalali się od wschodniej bramy. Ataex ruszył za nimi z nienaturalną prędkością. Nie mając wyboru, uciekali przez całe miasto. Do Południowej Bramy dotarli wycieńczeni i już tracili nadzieję na szansę ucieczki.
- Stop! – krzyknęła Delia i zatrzymała chłopaków. Na końcu drogi pojawił się Lorenzo. Uśmiechnął się obsesyjnie po czym cisnął czymś co wyglądało... Jak małe metalowe kulki.
- Boczna uliczka! – zarządził Drago i pognali we wskazanym kierunku. Zdążyli tylko usłyszeć zaskoczonego Ataexa, a następnie ziemia zatrzęsła się pod wpływem sześciu eksplozji. Tym razem skierowali się już prosto na południe i pędzili ile sił w nogach. Melani cicho szlochała w ramię Draga. Dotarli do głównej ulicy i zobaczyli naprzeciw siebie bramę, która była teraz jedyną droga ucieczki z miasta. Deszcz już zacinał z całej siły i przy okazji gasił pożar. Przemoknięci do suchej nitki biegli w kierunku bramy.
- Jeszcze tylko trochę – jęknęła Delia i przyśpieszyła.
Byli jakieś trzy metry od niej kiedy przed nimi z czarnej mgły zmaterializował się David. Z zarzuconym kapturem na głowę, obojętnym wyrazem twarzy wystawił rękę i uderzył Draga prosto w brzuch. Chłopak stracił oddech, przewrócił się w błoto wraz z Melani, która krzyknęła głośno. Miecz wypadł mu z ręki i wpadł do kałuży.
- Drago! – krzyknęli równocześnie Delia i Norbert, zatrzymując się. Stali na równi z Davidem, który wyciągnął ręce, złapał ich za kołnierze i cisnął nimi o ziemię. Drago dalej odczuwał potężny ból, ledwo nabierając powietrza.
- Oddaj mi ten kamień – rzekł prawie szeptem David wyciągając rękę. Drago jedynie pokręcił głową. Koło Davida zmaterializował się Ataex z uszkodzoną szatą.
- Obrazisz się, jak ci powiem, że zabiłem Lorenza? – zapytał przez zaciśnięte zęby.
- Śmiertelnie...
Ataex wzruszył ramionami i spojrzał na czwórkę dzieci.
Norbert próbował wstać, ale Ataex kopnął go nogą i chłopak ponownie upadł. Usłyszeli ciche wysunięcie metalu. Wiedzieli co to oznacza. Spojrzeli na prawą dłoń Davida, z której wychodziły teraz trzy pazury ostre jak brzytwa.
- Giń! – David uniósł rękę i już miał zamiar wbić ją w klatkę piersiową, kiedy wydarzyło się coś niesamowitego.
Delia i Norbert krzyknęli głośne ,,NIE!”. Melani przerażona wpatrywała się to w Davida, to w Draga. Widziała jak Drago leży w błocie, widziała ból na jego twarzy... Na twarzy chłopca, który ją uratował... A teraz miał zginąć z tych samych rąk,z których zginęła jej matka. Melani krzyknęła głośno, a Ataex automatycznie drgnął. Spojrzał w górę i rozdziawił usta. David także musiał coś wyczuć, bo zatrzymał się w połowie drogi do serca Draga. Czwórka dzieciaków uniosła głowy, bo nagle przestał padać na nich deszcz.
- Niemożliwe – szepnął Ataex.
Nad zgromadzonymi unosił się wielki, wręcz gigantyczny, złoty smok. Jego łuski odbijały światło, które dawał jeszcze nie dogaszony pożar. Pysk wielkości trzech dorosłych mógł z pewnością pomieścić całą gromadkę ludzi, która się właśnie pod nim znajdowała. Z głowy wyrastały dwa białe rogi, których końce były zaostrzone. Skrzydła składały się głównie z przezroczystej błony, a ogon zakończony był czymś na wzór pędzla. Świecące, jaszczurkowate oczy były pełne ognia i chęci walki. Monstrum zwróciło paszczę w stronę ludzi na ziemi i machnęło skrzydłami wywołując jednocześnie potężny podmuch wiatru.
- Dalej nie wierzysz w smoki? – spytała Delia.
Norbert leżał z rozdziawionymi ustami.
David i Ataex wyprostowali się, wpatrzeni w bestię, która krążyła nad nimi i zaczęli się wycofywać.
- To twoja sprawka, Ataeksie? – zapytał David wysuwając również pazury na lewej ręce.
- Niczego nie przyzywałem – odpowiedział w kompletnym szoku. – To przecież...!
- Król smoków – dokończył za niego David.
- Amas... – szepnął Ataex.
Delia pierwsza ocknęła się z szoku.
- Norbert! Pomóż wstać Dragowi – zarządziła i sama się podniosła. – Chodź Melani.
Dziewczynka wpatrywała się w smoka.
- Melani...?
- On mnie woła – szepnęła dziewczynka nie odrywając wzroku od bestii.
Delia rozdziawiła usta.
Smok wylądował, a ziemia zadrżała. Parę budynków uległo destrukcji, gdy złote cielsko wygodnie ułożyło się na ziemi. Wydawał się jeszcze potężniejszy niż wcześniej. Wpatrywał się w Melani, a z jego pyska wysunął się wężowy język.
Drago i Norbert podeszli do Delii i całą trójką złapali się za ręce. Melani wstała i zaczęła iść w kierunku smoka.
- Melani! Nie! – krzyknął Drago i ruszył za nią ciągnąc przy okazji swoich przyjaciół.
Amas prychnął głośno, a z jego nozdrzy wyleciał obłoczek dymu.
- Spokojnie! To przyjaciel! – wyjaśniła Melani, ale potwór dalej patrzył podejrzliwie na Draga, Delie i Norberta. – To oni zniszczyli miasto! – pisnęła i wskazała na Ataexa i Davida, którzy stali gotowi do walki.
Smok zawył głośno i nabrał powietrza.
- Zionie ogniem! – krzyknął Ataex. – Unik!
Jak na zawołanie przed przyjaciółmi przeleciała wielka chmura ognia wycelowana w Davida i Ataexa, którzy odskoczyli w dwóch różnych kierunkach. Kolejny podmuch wycelowany był w Ataexa, który wykonał parę akrobacji i praktycznie wbiegł po pionowym murze na sam jego szczyt i cisnął paroma sztyletami wycelowanymi w oczy potwora. Smok jednak tylko podniósł ogon i odbił atak. Wyglądało na to, że nawet go nie zabolało.
- Myślicie, że to dobry moment na ewakuacje? – zaproponował Norbert.
Delia i Drago dalej wpatrzeni w smoka kiwnęli głowami.
- Melani! – krzyknął Drago. – Melani, chodź! Musimy uciekać.
Dziewczynka odwróciła się do niego z uśmiechem.
- Zostaje z Amasem, Drago – powiedziała wesoło. – To będzie mój nowy dom.
Drago wytrzeszczył oczy.
- Nic się jej nie stanie przy smoku – zauważył Norbert. – Poza tym i tak musimy iść przez pustynię, nie dałaby rady.
Drago spojrzał na przyjaciela i kiwnął głową. Mógł zostawić Melani pod opieką smoka, bo pewnie takie wielkie potężne... coś, na pewno lepiej ją obroni. Bał się jedynie, że smok może zgłodnieć...
- Melani! – krzyknął do dziewczynki, która już wspinała się na grzbiet smoka, który w tym samym momencie chlasnął ogonem Davida, a ten wyleciał w powietrze i wylądował parę budynków dalej. – Dziękujemy! Tobie także... Erm... smoku!
Bestia warknęła, a Melani uśmiechnęła się.
- To ja dziękuję tobie, Drago! – zawołała. – Uratowałeś mi życie. Zawsze będę o tobie pamiętać!
Drago wyszczerzył zęby.
- Do najbliższego.
Smok wyprostował się i zionął ogniem tak, że Ataex musiał zrezygnować ze swojej kryjówki za wieżą strażniczą. Melani pomachała trójce ręką a oni sami ruszyli w stronę bramy.
Zdążyli jeszcze zobaczyć jak Lorenzo w zniszczonej szacie, cały we krwi wychodzi na ulicę i zamiera na widok smoka, który trzasnął go ogonem. Dzięki temu czerwono-włosy wylądował po drugiej stronie miasta.
- Do jaskini – szepnął Norbert i wybiegli przez wrota. – Musimy chwilę odpocząć.
Ruszyli przez pustynię w deszczu, który znacznie ograniczał im widoczność. Musieli zawrócić na północ ale ten odcinek przemierzyli tak szybko jak nigdy i kiedy minęli Zachodnią Bramę dalej słyszeli odgłosy walki. Najwidoczniej smok nie pozwolił tamtej trójce na wykonanie ich misji.
Odsunęli mokry głaz, po czym go za sobą zasunęli, aby zakrył większą część wejścia i przeszli przez śliski i wilgotny tunel. W ich jaskini zaczęło już się zbierać woda, ale nie przejmowali się tym. Usiedli przy stole i zamilkli siedząc w osłupieniu.
- Przebierzmy się w suche ubrania – szepnęła Delia. Każdy poszedł ze swoją torbą w inny kąt jaskini i nie podglądając się przebrali się w czyste i suche ubrania. Wrócili do stołu.
- Miecz! – krzyknął nagle Drago. – Zostawiłem go!
- Spokojnie, mam go tutaj – uspokoiła go Delia i wyjęła ze swojej torby miecz. – Wyjęłam go z kałuży, kiedy Ataex i David patrzyli w niebo.
Norbert zamknął oczy.
- Muszę przetrawić to, co dziś widziałem. Drago, opowiedz co się działo odkąd się rozłączyliśmy.
Drago nabrał powietrza i zaczął opowiadać. Mówił niecałą minutę.
- Skąd tu się pojawił smok? – jęknęła Delia. – Ta dziewczynka go wezwała? Jak, jakim sposobem?
- Żebym ja to wiedział... – mruknął Drago. – W każdym razie uratowała nam życie.
- Mogę się wtrącić? – zapytał poważnie miecz. – Smoka może wezwać tylko potężny mag lub osoba, w której krwi płynie szlachetna krew klanu Scale.
- Jakiego klanu?
- Klan Scale. Ten klan od wieków specjalizował się w przywoływaniu smoków. Legenda mówi, że posiadali tajemniczy pakt ze smokami i tylko oni mogą je przyzywać z innego wymiaru. Ktoś kto ma w sobie ich krew.
- Skąd wiadomo, że ma się tą... krew? – zapytał zaintrygowany Norbert.
- Trudno stwierdzić – miecz gdyby mógł wzniósłby ramiona. – Można przypadkiem kogoś przyzwać jak dziś Melani lub po prostu zbadać swoją genealogię. Z tego co wiem to, wiele lat temu klan Scale rozpadł się na dwie części. Główna rodzina miała siedzibę w górach Granicznych między Astrobiem i Jatenforbią. A boczna gałąź... Wyprowadziła się gdzieś na zachód o ile pamiętam.
- Mam nadzieję, że Melani jest bezpieczna – skwitował Drago coraz bardziej plując sobie w brodę, że ją zostawił. – Mamy wobec niej dług wdzięczności.
Delia i Norbert pokiwali głową w milczeniu.
Nagle do głowy Draga wpadła straszna myśl.
- Ataex! – wykrzyknął nagle, a dwójka przyjaciół zerwała się z miejsc z przerażeniem rozglądając się po jaskini. – Spokojnie! Nie chodziło mi o to że on tu jest... – Delia i Norbert zgromili go wzrokiem i usiedli. – Ale to co powiem i tak może się wam nie spodobać.
- Wykrztuś to.
- Ataex musi mieć jakiś smoczysty węch albo nadludzkie zdolności tropiciela – mówił coraz to bardziej piskliwie. – Właśnie zdałem sobie sprawę, że może nas tu wyśledzić.
Delia i Norbert zbledli.
- Sądzę, że nie musicie się aż tak obawiać – wtrącił się miecz. – Pada deszcz, który zmył wszystkie ślady... A poza tym Ataex jest dość zajęty walką z wielkim smokiem, którego sam nie przyzwał.
- Powiedz to jeszcze raz! – wykrzyknął Norbert.
- To jeszcze raz – powtórzył miecz.
- Powiedz tamto, co powiedziałeś.
- Tamto co, powiedziałeś.
- Nie, to wcześniej! – zniecierpliwił się.
- To jeszcze raz?
- Poddaję się – Norbert schował twarz w dłoniach.
- Jemu chodzi o część zdania z Ataexem – wyjaśniła Delia.
- Ahaaaa... – odparł powoli miecz. – A poza tym Ataex jest dość zajęty walką z wielkim smokiem, którego... Którego sam nie przyzwał... – ostatnie trzy słowa wypowiedział dramatycznym szeptem.
- Ataex pochodzi z klanu Scales? – zapytał zaskoczony Drago.
- Na to wychodzi.
- Albo ma jego krew – dodała Delia.
- Nie wygląda na osobę która pochodzi z zachodnich części Maraksu – stwierdził Norbert. – Rzekłbym, że raczej z południa.
Zastanowili się nad tym chwilę.
- Ogólnie to historia Ataexa jest naszym najmniejszym problemem – zauważyła Delia. – Musimy się skupić teraz na tym, aby dostać się do Kastolycy.
- Niezauważenie – dodał Norbert.
- W każdym bądź razie musimy zaryzykować – rzekł Drago. – Wyruszamy od razu. Nocą będzie nam się lepiej szło przez pustynię.
Delia przytaknęła.
- Chyba i tak nam nie wiele zostało, co? Zniszczyli miasto...
Popatrzyli smętnie po sobie. Okazało się, że żadne z nich nie spotkało swoich rodziców. I nie wiedzieli co się z nimi stało. Jednak to było oczywiste. Szukali handlarza o imieniu Merlon- Dragowi napłynęły do oczu łzy. A jak już go dopadli?
- Może powinienem oddać im ten kamień? – spytał Drago.
- Nic z tego, chłopcze – odezwał się miecz. – Komuś takiemu jak im, nie można oddać Kamienia Księżycowego. Gdybyś go im oddał, skazał byś na zagładę całą ludzkość.
- Poza tym sami mówili, że potrzebują tych kamieni, aby dotrzeć do celu – dodał Norbert. – Im dalej ten kamień od nich, tym wolniej ich cel zostanie zrealizowany.
Drago niechętnie, ale kiwnął głową. Teraz musieli już tylko ustalić trasę na nowej mapie Draga. Po dwudziestu minutach byli gotowi.
- Nie możemy wrócić i poszukać rodziców, prawda? – zapytała Delia. Chłopcy ponuro pokręcili głowami. Westchnęła ciężko, otarła łzę z policzka i wyszli z jaskini dokładnie ją zamykając, aby nikt się tam nie dostał.
Deszcz ciągle padał. Wspięli się na szczyt wzgórza i popatrzyli na swoje miasto. Było zniszczone, a płomienie dalej je trawiły. Co ciekawe wszystkie tajemnicze płomienie układały się w kształt cyfry sześć. Po smoku nie było ani śladu, po nieznajomych także. Miasto wyglądało na całkowicie opustoszałe.
- Obiecuję, że tu powrócę – Drago wystawił pięść w stronę domu. – Obiecuję, że powrócę tu i pomogę wszystkim mieszkańcom!
Norbert stał dalej w osłupieniu wypatrując resztek swojego domu, ale dym ograniczał widoczność.
Delia nagle pisnęła i schowała się za Dragiem. Chłopak z duszą na ramieniu spojrzał w tamtą stronę i zobaczył... Trzy ciała ludzi, które leżały w bezruchu z otwartymi oczami i oddychały. Drago poznał tą trójkę. To oni wtedy pobili tą kobietę i okradli ją. To wtedy w mieście pojawili się Lorenzo i Ataex.
- T-To... To... – jęknął Drago wskazując na nich palcem.
- Oni żyją?! – pisnęła Delia.
- Oddychają... – szepnął Norbert i zbliżył się trochę do ciał. Żadne z nich się nie poruszyło. Norbert podszedł jeszcze bliżej.
- Co z nimi? – dopytał Drago.
- Skąd mam wiedzieć? Wyglądają jakby... Żyli, ale nie żyli.
Delia skuliła się, a Drago zrobił niewyraźny grymas.
- Zbierajmy się stąd – zarządził. – Po tym jak potraktowali tę kobietę nie szkoda mi ich.
- Drago!
Norbert zbliżył się do ciał i przeszukał je gotów uciec, gdyby któreś z nich się poruszyło. Drago i Delia przyglądali się zniesmaczeni.
- No co? Mogą mieć coś co nam się przyda... Ale... – wyjął mieszek z kieszeni jednego. – Widać żaden z nich nie miał pieniędzy. To dziwne... Złodzieje powinni mieć trochę skradzionych pieniędzy.
Norbert zamyślił się chwilę.
- Mówię, zbierajmy się stąd!
Drago popatrzył na resztę. Kiwnęli głowami, po czym odwrócili się i ruszyli na wschód- do Kastolycy.


CDN? ? ?

Wiem, że może czasem zabraknąć sensu w tym co postacie mówią, ale to dlatego, że nie wrzucałem całości powieści :) Oczywiście zastrzegam sobie prawa do tego, etc. etc. Wolałbym, aby tekst nie był kopiowany i rozpowszechniany. Z góry dzięki!

Pozdrawiam
Ostatnio edytowano 13 sie 2011, 13:58 przez Gaword, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Gaword
 
Posty: 5
Dołączył: 15 lip 2011, 22:26

Re: Nasza Twórczość

Postprzez TheDarkVenom » 16 lip 2011, 12:31

lepiej by było, gdybyś:
-dał jeden, spójny, dłuższy fragment- w sytuacji obecnej, gdy już zaczyna się robić ciekawie, nagle się urywa i kolejny fragment.
-umieścił go w formie pdf.- wtedy zajmuje mniej miejsca na forum. Ach, wybrzydzam, bo stary rozwalił mi kompa i pożyczył "do celów edukacyjnych" netbooka, na którym mieści się do 20 linijek tekstu.

przeczytałem jak dotąd 4 fragmenty i już dopatrzyłem się błędów ortograficznych


btw:
Prawe było normalne, jasno-brązowe niczym się nie wyróżniające. Z kolei drugie było kocie – żółte z podłużną źrenicą.

Czyli Geraltowi jednak udało się spłodzić potomka :P

ale jak dotąd niezłe
I powstaną Ci, którzy władali tym światem nim jeszcze pojawili się na nim wasi praprzodkowie.
I wy się przed nimi ukorzycie... lub zginiecie, krótkowieczni.
Avatar użytkownika
TheDarkVenom
 
Posty: 144
Dołączył: 14 mar 2011, 20:53
Lokalizacja: Oś Three Mile Island-Czarnobyl-Fukushima

Re: Nasza Twórczość

Postprzez TheDarkVenom » 16 lip 2011, 18:40

w00t, w końcu żem przez to przebrnął. Powiem tak, pomysł masz ciekawy. W kilku miejscach widzę nawet zbieżność z własnymi ideami. Na szczęście tylko w kilku. Dalej, muszę Cię trochę zmartwić- zdarzają ci się błędy ortograficzne i składniowe- a rzadko je zauważam, gdy czytam tylko z zamiarem poznania fabuły. I możesz spróbować używać bardziej archaicznego słownictwa w wypowiedziach bohaterów- w końcu to typowe heroic fantasy.
I powstaną Ci, którzy władali tym światem nim jeszcze pojawili się na nim wasi praprzodkowie.
I wy się przed nimi ukorzycie... lub zginiecie, krótkowieczni.
Avatar użytkownika
TheDarkVenom
 
Posty: 144
Dołączył: 14 mar 2011, 20:53
Lokalizacja: Oś Three Mile Island-Czarnobyl-Fukushima

Re: Nasza Twórczość

Postprzez Gaword » 16 lip 2011, 18:46

uff... ważne, że pomysł ciekawy, błędy zawsze da się poprawić :)
Avatar użytkownika
Gaword
 
Posty: 5
Dołączył: 15 lip 2011, 22:26

Re: Nasza Twórczość

Postprzez TheDarkVenom » 16 lip 2011, 19:31

Zapraszam Cię też do przeczytania i skomentowania mojego dzieła, gdyż tak jak ty, poszukuję obiektywnej opinii (a takowej jak na razie nikt mi nie udzielił :/):
Kod: Zaznacz cały
http://chomikuj.pl/TheDarkVenom/Opowiadania/Honor+k*c5*82amstwami+karmiony+1.6,633793465.pdf
I powstaną Ci, którzy władali tym światem nim jeszcze pojawili się na nim wasi praprzodkowie.
I wy się przed nimi ukorzycie... lub zginiecie, krótkowieczni.
Avatar użytkownika
TheDarkVenom
 
Posty: 144
Dołączył: 14 mar 2011, 20:53
Lokalizacja: Oś Three Mile Island-Czarnobyl-Fukushima

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Książki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 kwi 2019, 01:01 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA | Forum: PHPBB
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka

cron