Czy fantastyka to część pop-kultury?

Dyskusje na ogólne tematy związane z szeroko pojętą fantastyką. Jeżeli nie wiesz do jakiego działu przypisać swój temat, umieść go tutaj.

Postprzez Kristof Dernhest Eidenfel » 5 sty 2010, 19:16

Wiedźma napisał(a):
Kristof Dernhest Eidenfel napisał(a):Grupy ich fanów z kolei, jak najbardziej (wiem, wiem, czepiam się słówek, ale wypadałoby nazywać rzeczy tak jak należy).

A ja bym się do końca nie zgodziła. Na tej zasadzie fanów czegokolwiek możesz nazwać subkulturą. Czy jest to jednak subkultura? Ośmielisz się porównać fanów Pottera do np. hipisów? Ja bym tego jednak nie zrobiła.


Nie porównuję. Mnie chodziło tutaj o to, że "Harry Potter" nie jest subkulturą, tylko książką. Społeczność jego fanów natomiast, może (nie wiem, nie znam się) tak. Także wytykałem błąd chyba gramatyczny.

Wiedźma napisał(a):
Jeśli przyjmiemy że pop-kultura zawiera rzeczy popularne, to musimy ustalić gdzie popularność danej książki/filmu/etc jest na tyle duża żeby uznać że przynależy do pop-kultury.

Nie wiem, czy to nie będzie zbyt wąska definicja - chociaż brzmi dość rozsądnie.


A dziękuję. Ja właśnie myślę że to o "rozmiar" książki/filmu/etc rozbija się kwestia tego czy przynależy czy nie do pop-kultury.

Wiedźma napisał(a):
Przykładowo, Firefly - który to serial ma wielu bardzo oddanych fanów i tak zwany "cult following", ale w Polsce mało kto o nim słyszał i ciężko powiedzieć żeby był "popularny".

Wydaje mi się, że należy brać pod uwagę trend światowy. A poza tym pewnie wypadałoby dodać do definicji jednak jakieś wyznaczniki poza ilościowe. Biblia jest najpopularniejszą księgą świata, a trudno nazwać ją "pop".


Dwie sprawy. Primo - źle się wyraziłem, niepotrzebnie wplątywałem tam Polskę. Z tego co wiem Firefly jest w ogóle mało kojarzonym serialem na skalę światową. W Ameryce jest zapewne najbardziej popularny, nie wiem do jakiego stopnia niestety. Nie zmienia to faktu, że serial który ma raptem 14 (chyba) odcinków i został zdjęty z anteny 7 lat temu może "rozwijać" się tylko poprzez promowanie go przez fanów, a nie już np. reklamy w telewizji.

Secundo - Biblia. Oj, aleś zaszarżowała. Weźmy w to nie mieszajmy religii (szczególnie w wydaniu amerykańskim, gdzie ona rzeczywiście jest "pop" a przez to nadaje się na zupełnie inną dyskusję), a jeśli już to to definicja wymaga naprawienia i wymieniony przez ciebie fakt w żaden sposób nie podkopuje mojego stanowiska (chyba że tego, iż ludzie poza kretynizmem często cechują się hipokryzją. Jak inaczej wytłumaczyć że najpopularniejsza [chyba] na świecie religia to religia miłości, a praktykujący ją rzadko się do tego stosują...)

Wiedźma napisał(a):
A co jak co, ale fantastyka, przynajmniej do paru lat wstecz, do "głównego nurtu" nie należała.

A masz jakieś dane statystyczne potwierdzające tę teorię? Bo na świecie szeroko rozumiana fantastyka była jednak dość popularna, w rozmaitych formach i odmianach. Więc jeszcze pytanie, o jakiej fantastyce mówimy. Zwłaszcza, że jak już zauważono, fantastyka była przez krytyków literackich od początku zaliczana do literatury "pop", w opozycji do głównego nurtu. Wynikało to głównie z wyznaczników gatunkowych, początkowo dość ubogich w treści.


No i widzisz, że nawet przytaczani przez ciebie krytycy patrzą na "pop" jak na coś gorszego, bo ubogiego ;) Czyżbyś właśnie przyznała mi rację?

A danych statystycznych oczywiście nie mam, bo i skąd. W takiej dyskusji nie istnieje coś takiego jak wiarygodne dane, istnieją tylko sposoby interpretacji tychże. A imię ich Milion i gdzieś na pewno znalazłbym jakiś który potwierdziłby moje zdanie. A ty znalazłabyś jakiś, który potwierdziłby twoje (a jakie ono jest, tak w ogóle?). I do czego by to doprowadziło? No właśnie, do niczego :D Więc otwarcie przyznaję - to są tylko moje gdybania, nie podparte żadnymi twardymi faktami. I dobrze mi z tym :D

Wiedźma napisał(a):
To się zmienia, między innymi "dzięki" takim tworom jak Twilight, Potter i animowane Wojny Klonów.

Wymieniasz tytuły popularne, które wyczerpują podaną przez Ciebie definicję. Jednak istnieje wiele utworów, chociażby literackich, które bez wątpienia są "pop", wcale nie dlatego, że mają rzesze fanów. Stąd moja uwaga o niedostatecznej definicji.


Przykład, przykład, przykład. A jeśli moja definicja nie jest dostateczna, to może zaproponuj taką która obejmuje twoje przykłady (których nie dałaś, bu).

Wiedźma napisał(a):
A że ekranizacji Władcy Pierścieni też pomogła, to inna spraw.

Inna, bo LoTRa lubisz? :P
(przepraszam, Kris, nie mogłam się powstrzymać ;)).


Ekranizacje uważam za niezłe filmy, ale cienkie adaptacje (zajęło mi to parę lat wyrastania z zachwytu kostiumami i widoczkami, ale udało się :D). Książkę jak wiesz wielbię, ale myślę ze żaden, nawet najbardziej zajadły krytyk literacki nie włożyłby Tolkiena i Meyer do jednego worka. I dlatego "inna sprawa", bo "Władca Pierścieni" został ściągnięty z wysokiej (a przynajmniej trzeciej, czwartej od góry) półki, żeby zrobić z niego film, a "Twilight" wyciągnęli spod podłogi gdzie spędził ostatnie x czasu bo właściciel nie chciał się przyznać że posiada egzemplarz :P
Rycerz Astarotte
Avatar użytkownika
Kristof Dernhest Eidenfel
 
Posty: 4055
Dołączył: 16 paź 2004, 09:24
Lokalizacja: Kraków / Rochester / Canterbury

Postprzez Wiedźma » 5 sty 2010, 20:50

Kristof Dernhest Eidenfel napisał(a):Także wytykałem błąd chyba gramatyczny.

W zasadzie to pojęciowy ;).

A dziękuję. Ja właśnie myślę że to o "rozmiar" książki/filmu/etc rozbija się kwestia tego czy przynależy czy nie do pop-kultury.

A ja właśnie myślę, że jednak nie do końca. Czy Dostojewski to pop kultura? No też nie bardzo, choć mnóstwo ludzi go czyta / zna. Oczywiście ja trochę zawężam problematykę do literatury, bo na tym się znam najlepiej.


Weźmy w to nie mieszajmy religii (...)

Wcale nie mieszam w to religii, tylko książkę. A że jest ona uważana za świętą księgę chrześcijan, to zupełnie dla dyskusji nieistotne. Twoje założenie ilościowe przecież spełnia. Tym bardziej, że jest czytana nie tylko przez chrześcijan, bo od wieków docenia się jej walory literackie. I z tego tytułu ją przywołałam.

(...) (szczególnie w wydaniu amerykańskim, gdzie ona rzeczywiście jest "pop" a przez to nadaje się na zupełnie inną dyskusję), (...)

Ja nigdzie nie zawęziłam do "wydania amerykańskiego", cały czas mówię o zjawisku światowym.

(...) a jeśli już to to definicja wymaga naprawienia i wymieniony przez ciebie fakt w żaden sposób nie podkopuje mojego stanowiska (...)

Podkopuje tezę, iż to, co użytkowane przez masy (w tym wypadku czytane) musi być pop kulturowe.

(...) (chyba że tego, iż ludzie poza kretynizmem często cechują się hipokryzją. Jak inaczej wytłumaczyć że najpopularniejsza [chyba] na świecie religia to religia miłości, a praktykujący ją rzadko się do tego stosują...)

Kris, znowu zdradzasz swój stosunek emocjonalny do konkretnego przykładu i z uwagi na własne przekonania go deprecjonujesz. Weź pod uwagę, że taką Biblię czytają nie tylko chrześcijanie. Ba, ośmielę się twierdzić, że w znacznej mierze czytają ją właśnie ludzie innych wyznań. Chociażby po to, aby ocenić jej wspomniane walory literackie. Niezależnie od Twojego stosunku do tej księgi jest niewątpliwie jednym z największych arcydzieł światowej literatury. Spróbuj spojrzeć na to w ten sposób. Więc ponowię Twój własny postulat - nie mieszaj religii do kwestii literackich :P.

No i widzisz, że nawet przytaczani przez ciebie krytycy patrzą na "pop" jak na coś gorszego, bo ubogiego ;)

Bo słowo "pop" nabrało pewnych negatywnych konotacji. Właśnie ze względu na swoje nierzadko skromne walory warsztatowe. Z drugiej jednak strony, należałoby się zastanowić, na ile jest to coś "gorszego", a na ile jest to po prostu jakiś nowy trend światowy. Tendencje turpistyczne też się ludziom nie podobały - a jednak zostały zaakceptowane i korzystano z nich w bogaty sposób. Może w tym wypadku jest podobnie i po prostu mamy do czynienia z nowym kierunkiem. Nawet jeśli jego głównym wyznacznikiem jest błyszcząca tandeta.

Czyżbyś właśnie przyznała mi rację?

Absolutnie nie - wychodzimy ze skrajnie różnego podejścia, choć wnioski częściowo nam się zgadzają. Aczkolwiek Diaboł tkwi w szczegółach :P.

Przykład, przykład, przykład.

Weź pod uwagę chociażby początkowe publikacje Silverberga. Mówię o tej kiczowatej fantastyce, będącej w rzeczywistości tanimi erotykami. Nie sprzedawały się wcale aż tak masowo, a jednak moim zdaniem idealnie wpasowują się w określenie "pop kultury". Takich przykładów są zresztą setki.

A jeśli moja definicja nie jest dostateczna, to może zaproponuj taką która obejmuje twoje przykłady (których nie dałaś, bu).

Gdybym ją znała, byłabym mędrcem ;). Widzisz, ja nie podejmuję się definiowania pop kultury. Za to mogę stworzyć pewną definicję quasi-negatywną i powiedzieć, czym raczej nie jest. Osobiście uważam, że nie jest to tylko i wyłącznie masowe zjawisko. Tak zawężona definicja jest zwyczajnie niewystarczająca. Przydałyby się jakieś wyróżniki gatunkowe. Sam zresztą wskazałeś na kilka cech, które mogłyby się nadawać. Chociażby wspomniana przez Ciebie płytka, prosta w recepcji zawartość utworów.

Książkę jak wiesz wielbię, ale myślę ze żaden, nawet najbardziej zajadły krytyk literacki nie włożyłby Tolkiena i Meyer do jednego worka.

W tym momencie sam podcinasz nogi swojej definicji pop kultury. Jedno i drugie współcześnie jest popularne, wręcz masowe. A jednak - do jednego worka byś nie włożył ;).

I dlatego "inna sprawa", bo "Władca Pierścieni" został ściągnięty z wysokiej (a przynajmniej trzeciej, czwartej od góry) półki, żeby zrobić z niego film, (...)

Pytanie czy i na ile w ogóle mówimy tu o pop kulturze. Bo z tego zdania powyżej wynika jakbyś mówił, że ksiażka nie jest częścią pop kultury, a film już jest. Bynajmniej wcale się z tym nie kłócę - po prostu pytam o Twoje zdanie, bo to akurat ciekawe zagadnienie ;).

(...)a "Twilight" wyciągnęli spod podłogi gdzie spędził ostatnie x czasu bo właściciel nie chciał się przyznać że posiada egzemplarz :P

Wiesz, Prousta i jego "W poszukiwaniu straconego czasu" też na początku nikt nie chciał wydrukować :P. Poza tym, na jakiej podstawie oceniasz wartość "Zmierzchu"? Czytałeś tę ksiązkę, że się tak surowo o niej wyrażasz? Ja przyznam, że książki w rękach nie miałam, więc możliwe, że po przeczytaniu stwierdziłabym, że to gniot absolutny. Ale bez dokładnego poznania trudno się wypowiadać o wartości utworu.

I trochę uwag z innego tematu:

Wiedźmo, ale przecież to żadna tajemnica, że to co popularne jest zazwyczaj wątpliwej jakości.

Komputery Lenovo są popularne i jakościowo też są świetne :P. Chyba znowu za bardzo generalizujesz.

Nic nie poradzimy na to, że miliony ludzi to pozbawiona gustu masa której podoba się to, co aktualnie jest na topie.

Znów przyjmujesz pozycję "ja Mistrz, unoszę dłonie" :P. Ja bym raczej twierdziła, że ludziom od wieków podobają się te same motywy, trzeba tylko umieć wydobyć właściwy motyw w dobrym czasie.

Jak inaczej wytłumaczyć wszystkie stacje radiowe grające współczesne hity, które każdy nieco znający się na muzyce potrafi obiektywnie ocenić jako złą muzykę?

Chociażby przydziałami czasu, które stacja radiowa musi przeznaczyć na dane audycje - np. muzyki polskiej :P. Zresztą, weź pod uwagę, że preferencje muzyczne też są w jakiś sposób związane z przynależnością do konkretnego pokolenia. To, co podoba się Twojemu dziadkowi, Tobie wcale podobać się nie musi. Poza tym akurat jeśli o radio chodzi, to ostatnio dość dynamicznie się to różnicuje, głównie poprzez większą specjalizację kolejnych rozgłośni.

Co ze wszystkimi gniotami w kinie które mimo tego na siebie zarabiają (komedie pokroju "Epic Movie", gdzie dowcipy to głównie rzyganie, seks i inne tego typu "smakowitości" na poziomie słabo rozgarniętego nastolatka)?

Weź poprawkę na to, że jakaś tam młodzież ciągle dorasta, a to Ty się starzejesz :P. Innymi słowy - z pewnych rzeczy się wyrasta. Zwróć uwagę na docelową grupę odbiorców takiego filmu i będziesz miał odpowiedź na postawione pytanie.

Co w końcu z "czytadłami", tymi lekkimi książkami które są tak bardzo nieskomplikowane, że osoby po podstawówce uważają je za dobrą literaturę?

Co od nich chcesz? To typ literatury, który jest bardzo potrzebny. Chociażby po to, żeby starsza pani, sprzątająca szkoły, miała co poczytać wieczorami. Ludzie są różni i mają różne potrzeby. Nie możesz uważać człowieka innego od siebie za głupszego tylko dlatego, że lubi coś innego. Nawet jeśli to coś jest nieskomplikowane i mniej wartościowe od tego, co sam umiłowałeś.

Mała uwaga - obydwa te typy rozgrywki są bardziej "aktywnym" spędzaniem czasu niż pasywne oglądanie filmów, słuchanie muzyki, lub w głównej mierze pasywne czytanie książki (bo jednak chłoniesz tylko tekst, pomijam kwestię tego czy ktoś się przy tym zastanawia, czy tylko ogląda literki).

Dlaczego całkowicie pozbawiasz ludzi możliwości interpretacji? Znów straszliwie generalizujesz. Wielu ludziom podoba się określona muzyka, bo z czymś im się kojarzy, oddziaływuje na ich zmysły w ten czy inny sposób. Z ksiażką jest podobnie - niejako wchodzisz w bohatera, w jego świat. Dobrze napisana ksiazka to taka, która zmienia Ci perspektywę patrzenia. Wszystko można zamienić na rozrywkę rozwijającą i całkowicie bezproduktywną (ubijanie potworów w Diablo może i jest formą aktywności - ale wcale nieszczególnie wysoką i rozwijającą, choć zapewne może taka być w skrajnych przypadkach :P).

I tak jest ze wszystkim - po prostu masy nie znają się na niczym konkretnym, toteż chłoną co im podrzucić i co aktualnie się "załapie".

Zależy od doboru materiału próbkowego :P. Zresztą, oczywiste jest, że chcąc uzyskać specjalistyczną wiedzę, musisz zapytać specjalisty albo... samemu się nim stać. Toteż to, że ktoś przeczytał np. "Harrego" i się nim zachwycił, nie znaczy, że jest upośledzony umysłowo. Poprzez przynależność do tej masowej rzeszy fanów może poznać ludzi zafascynowanych fantastyką w ogóle, czytać więcej, poznać klasyków - i wyspecjalizować swoje preferencje. Dlatego właśnie tak bronię tych wszystkich, których z zimną krwią obrażasz ;).

Aktualnie jest "craze" na wampiry wśród nastolatek

Z tego co mówisz wynika, jakby to była nowość, a z tym wcale bym się nie zgodziła. Co najwyżej obserwujemy pewne nasilenie zjawiska.

(i nie tylko, widziałem kobiety różnego wieku czytające te książki w środkach transportu publicznego. Co ciekawe, ani jednego mężczyzny)

Ja widziałam także mężczyzn xD.

Gdyby książki te były o miłości emo do emo bez używania żadnych nadnaturalnych motywów, nie czepiałbym się. Ale ponieważ używają one fantastystycznego, było nie było, motywu wampira - mam obiekcje.

Toż to absurdalne. Chcesz ustanowić monopol na wizerunek wampira?

ŹLE natomiast, że a) banalizuje ją to (...)

No dajże spokój. Fantastyka się już tyle razy sama "banalizowała", że raczej nic jej już nie zaszkodzi. Nie wiem dlaczego grafomaństwo Salvatore'a przyjmujesz bez mrugnięcia okiem, skoro byle "Zmierzch" tak Cię bulwersuje.

b) sugeruje że taki jest poziom tego gatunku w ogóle (bo przecież dla przeciętnego odbiorcy w tej chwili fantastyka to "Twilight" właśnie, a nie chociażby "Gwiezdne Wojny" lub "Conan Barbarzyńca")

Nie rób z ludzi wyłącznie idiotów. Jak ktoś w życiu nie miał w ręce fantastyki, to w ogóle nie będzie tego do fantastyki odnosił. Bo zwyczajnie uzna, że "książka jak książka". A jak ktoś fantastykę zna, to porównanie ma. Swoją drogą, ciekawe, że przywołujesz akurat Howarda jako bastion wspaniałej fantastyki. Klasyk to jest na pewno, ale już jego wartość literacka wzbudza wiele kontrowersji. I z całą pewnością nie jest to utwór miarodajny względem najnowszej fantastyki.

odbiera "poważny", jak sama nazwałaś motyw, czyniąc z niego pop-kulturową siekę

Słowo "poważny" zacytowałam za Tobą. Ja użyłam określenia "reintrerpretuje", co moim zdaniem o wiele lepiej oddaje istotę rzeczy.

I cholera wie w jakiej formie zostanie ten motyw po przeżuciu i strawieniu wydalony, ale coś mi się wydaje że przez długi czas zostanie smród.

Przecież motyw wampira jest mielony od wieków. Zresztą, polecam "Rzecz o wampirach w fantasy" Pawła Ciećwierza, który nieźle zakreśla ramy problemowe.



Uff ;).
"Lecz czemu jesteś samotny? I czemu nie zbiegło z Tobą całe piekło? Czyżby ból ich był mniejszy, mniej godny ucieczki? Lub mniej odporny jesteś niźli oni?"

Pamiętaj: każdy popełniony błąd ortograficzny zwiększa prawdopodobieństwo wiedźmofobii!
Avatar użytkownika
Wiedźma
 
Posty: 5475
Dołączył: 27 cze 2004, 19:52
Lokalizacja: Inferno / Kraków /

Postprzez Kristof Dernhest Eidenfel » 5 sty 2010, 21:05

<bezsilne wzruszenie ramionami>
Rycerz Astarotte
Avatar użytkownika
Kristof Dernhest Eidenfel
 
Posty: 4055
Dołączył: 16 paź 2004, 09:24
Lokalizacja: Kraków / Rochester / Canterbury

Postprzez morfin » 5 sty 2010, 23:06

Ha – Ha! Zapoznałem się z tematem. Wychodzi na to, że ten cały „Zmierzch” to zdecydowanie więcej romansu niż fantastyki. A może chodzi tu o fantastyczny romans? 8) Motywy fantastyczne są, ale to jeszcze nie daje powodu do określania tej książki jako fantastyki w sensie ogólnie uproszczonego gatunku literackiego.
Czytałem kiedyś coś takiego. Była to „Mumia” Anne Rice. Również zawierająca elementy fantastyki i również zdecydowanie przeznaczona dla pań… w każdym wieku. Z tym, że „Mumia” wydaje się być nieco lepiej napisana (albo może mniej „pro - kobieco” 8)).

„Zmierzch” to nie jest ZUO, ale rozumiem irytację wielu tym tytułem. Pewna nauczycielka zaczytująca się w tej powieści romantycznej stwierdziła np., że „Władca Pierścieni” jest płytki… i to jest prawdziwe ZUO!

PS. I proszę mi tu bez żadnych aluzji do mistrza Howarda! :krasnolud:
Pick A Card... ANY Card!
Avatar użytkownika
morfin
 
Posty: 1611
Dołączył: 27 lip 2008, 18:29
Lokalizacja: Missouri (CSA)

Postprzez Rein » 6 sty 2010, 06:26

Zastanawia mnie użyteczność słowa popkultura. Teoretycznie jest to po prostu skrót od kultura popularna. Jednak sam zlepek obrósł mniej lub bardziej implikowaną płytkością. Problem w tym że niewiadomo ile tej płytkości ma być, czy ma być i czy jest czynnikiem koniecznym aby coś nazwać popkulturą czy tylko uznawanym za często współwystępujący (słusznie bądź niesłusznie). W tej systuacji używanie tego słowa raczej utrudnia niż ułatwia komunikację.

Proponuję rozdzielić pojęcia popularny i niski i przyjrzeć się im z osobna.

Czy popularne oznacza gorsze?

Niby wydaję się to intuicyjne... ale:

1.
Wielu twórców których dziś uznajemy za klasyków było szalenie popularnych w swoim czasie, i wg dzisiejszych standardów można co najmniej część z nich spokojnie uznać za "tworzących hurtowo pod publiczkę i dla kasy".
Na myśl przychodzą mi np. Dostojewski, Dickens, Sienkiewicz, Szekspir (który nie był ponad pisaniem żartów o pierdzeniu czy "miałem twoją starą" w swoich sztukach)

Czy kiedyś dzieci będą uczyć się o Tarrantino w szkole jako o klasyku kina? Już wspomina się w podręcznikach o Sapkowskim....

2.
Definicje niepłytkiej, dobrej i wartościowej sztuki nie są w oczywisty sposób obiektywne i dzielone przez wszystkich.
Co czyni książkę/muzykę/obraz wartościowy?
Jest mało zgody na ten temat w świecie sztuki i wielu z ludzi których wyśmiewano i obrażano jako kiepską sztukę później uznano za wartościowych i klasyków, i wielu którą to pozycję straciło. I może się jeszcze to odwrócić.
Nieraz twórcy których dziś uważa się za wielkich/znaczących w swoim czasie uważało się z wzajemnością za beztalencia.
Albo uważali się za równych a potomność zapamiętała tylko jednego...

3.
Nazbyt często ludziom się wydaję że jak są w mniejszości kulturowej to automatycznie oznacza że są inni, nonkonformistyczni i w ogóle lepsi.
Mimo że często są po prostu (sub)konformistyczni, płytcy inaczej i jeszcze do tego pretensjonalni.

Nie chce mi się grać adwokata diabła przeciw samemu sobie więc argumenty za tym że popularne=płytkie pozostawię wam :)

Zmierzch, fantastyka, wampiry i conan

Mam pytanie:
Co jest znowu bardziej dojrzałego w wampirze jako nocnym drapieżniku o silnej seksualności niż w wampirze jako nocnym kochanku o sporej drapieżności? Bo to jest tak naprawdę główna różnica w ewolucji wampirów ostatnio.
Odpowiedź brzmi: NIC.
To co ich różni to to że pierwszy bardziej podoba się tym chłopcom którzy lubią się identyfikować/czytać opowieści o kimś kto jest mroczny silny i cool&sexy a drugi bardziej podoba się tym dziewczynkom które by chciały miłości z facetem z jednej strony większym niż życie a z drugiej seksualnym/romantycznym, a którego mroczność czyni go raczej bardziej wrażliwym niż bardziej niebezpiecznym.
I jeden i drugi wariant wampira może być kiepski i płaski, jak również oba typy mogą być rozwinięte w interesującą historię.
A postrzeganie wampira nie pierwszy raz się już zmienia więc zwolennicy poprzedniego typu nie mogą powołać się na to że "tak zawsze było i to jedyny true way". Co i tak nie miałoby większego znaczenia.

Drugi typ wampira zdaje się być bardziej preferowany przez odbiorców kobiecych co powoduje że więcej dziewczyn/kobiet sięga po fantastykę. Więcej dziewczyn/kobiet czytających fantastykę to dobra rzecz, tak samo jak więcej d/k grających w rpgi. Efektem jest większa ilość seksu w hobby. Seks jest dobry. Twilight jest dobry. All hail Meyer!

Biblia

Hmmm... rodzaj opowieści w których "MY jesteśmy zajebiści, ONI są źli, więc mamy licencję daną od historii/boga/wartości/poprostu żeby robić im rzeczy złe (np zabierać ich ziemię i gwałcić kobiety, ew. bronić się w brutalny sposób" zawsze były popularne. Co ciekawe spory kawał biblii składa się z takich opowieści.
Apokalipsa to takie "Dzień pojutrze" albo "Świt Żywych Trupów" sprzed 2000 lat. Słyszałem że w tamtych czasach mieli hopla na opowieści apokaliptyczne - zupełnie jak teraz w kulturze masowej.
Założę się że opowieści o złych bogaczach i "słabych co odziedziczą ziemię" były bardzo popularne wśród ówczesnych słabych i ubogich :) Tak samo jak dziś popularne są opowieści "od zera do bohatera/bogacza".
Ludzie kiedyś też lubili fantastykę ;P



:evil:



Fantastyka jako coś z definicji lepszego od mainstreamu

Nie, po prostu, niestety NIE. Fantastyka, a zwłaszcza fantasy to cała masa odtwórczego eskapistycznego gówna z jeno kilkoma perełkami (nieco więcej w SF co wynika z faktu że tej części pisarzy częściej zdarza się zainwestować prawdziwą wiedzę i wysiłek w swoje dzieła). (Osobiście i tak wolę fantasy)
Nie mówię że nie ma fantasy potencjału i że z definicji jest gorsze, bo potencjał ma i to całkiem spory. Na razie rzadko wykorzystywany.
Czytanie fantastyki zamiast mainstreamu samo w sobie nikogo nie czyni i nigdy nie czyniło nikogo dojrzalszą i bardziej kulturalnie wyrobioną istotą.

U can has no feeling of superiority.

EDIT: Hmmm... Zanim wywołam flame'a... Może wyjaśnie że nie uważam że fantastyka to z definicji gorszy gatunek. W mainstrimie też jest cała masa odtwórczego eskapistycznego gówna. A i eskapizm nie jest taki znowu zły. To co twierdze to że fantastyka jest raczej "niszowa" niż "elitarna". A to dwie zupełnie inne rzeczy. A to że ostatnio jest mniej "niszowa" nie oznacza że jest mniej "elitarna" bo "elitarna" nigdy nie była.
Poza tym:
a) lubię fantastykę
b) Znam i cenię kilka wartościowych w niej dzieł (np. twórczość GRR Martina)
c) Uważam że mniej wybitne i finezyjne dzieła też bywają "fajne" i mają swoje miejsce. Kiedyś Ubóstwiałem wręcz "Kane'a" Wagnera. Jak miałem 15 lat.
A i teraz lubię pograć w nieskomplikowane eskapistyczne rpg (czytać nieskomplikowane eskapistyczne książki już raczej niekoniecznie. Jak już mają być mało pomysłowe opowieści o byciu zajebistym to preferuję sam prowadzić danego bohatera niż czytać masturbację pisarza).

PS Twillighta nie czytałem, oglądałem przypadkiem w busie między krakowem a lublinem. Nie uderzył mnie tyle swoją płytkością co koszmarną nudą. Za mało cycków i eksplozji.

EDIT 2:
morfin napisał(a):Czytałem kiedyś coś takiego. Była to „Mumia” Anne Rice. Również zawierająca elementy fantastyki i również zdecydowanie przeznaczona dla pań… w każdym wieku. Z tym, że „Mumia” wydaje się być nieco lepiej napisana (albo może mniej „pro - kobieco” 8)).


Czy ja dobrze rozumiem, Morfin czy właśnie powiedziałeś że literatura skierowana bardziej do kobiet jest z definicji gorsza? Bo jeśli tak to prosisz się o flame'a.

A Tolkien JEST płytki. Tzn jego dzieło ma wiele zalet i są rzeczy za które go szanuję, ale jeśli chodzi o głębie charakterologiczną postaci to jak dla mnie są one straszliwie jednowymiarowe, przeważnie.
Nie to żebym sugerował że postaci w Zmierzchu są głębsze. Z tego co widziałem to raczej nie.
Rein
 
Posty: 198
Dołączył: 14 lut 2008, 02:53

Postprzez morfin » 6 sty 2010, 14:20

Rzeczywiście… chyba ująłem to zbyt zawile. :tak:

Nie, nie uważam aby literatura skierowana do rzekomo piękniejszej części ludzkości była gorsza. W ogóle jestem raczej ostrożny w wydawaniu sądów na temat autorów i ich dzieł.
Opinia dotycząca „Mumii” i „Zmierzchu” była niezwykle subiektywna i przedstawiała typowo męski punkt widzenia. „Mumia”, mimo wyraźnego pro – kobiecego stylu, jest z pewnością łatwiej przyswajalna dla panów niż „Zmierzch”, który – sądząc po cytatach, był by dla nich trudny do przetrawienia. Z czysto męskiego punktu widzenia „Mumia” może uchodzić za lepszą powieść, nie znaczy to jednak absolutnie, że tak jest naprawdę. Chylę czoła przed autorką „Zmierzchu” za to, że potrafiła tak doskonale odpowiedzieć na kobiece potrzeby. Zaprawdę, rzadka to umiejętność. :tak:

Tolkien jest płytki… taaak, cóż… nie mnie sądzić tego (…) człowieka i jego twórczość. Za mały na to jestem a umysł mój nie dość po temu światły i dojrzały. :oops:
Pick A Card... ANY Card!
Avatar użytkownika
morfin
 
Posty: 1611
Dołączył: 27 lip 2008, 18:29
Lokalizacja: Missouri (CSA)

Poprzednia strona

Powrót do Ogólna dyskusja

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 wrz 2018, 01:05 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA | Forum: PHPBB
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka

cron